Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 6 grudnia 2012

Okna życia

grudnia 06, 2012 Posted by Onufry Okowita , , , No comments
Jako, że mam w wielkim poważaniu polityczną poprawność jeno odrobinę powściągnę klawiaturę. Sprawa rozpoczęła się od rozpuszczenia jęzora przez Węgierkę, socjologa i członka Komitetu Praw Dziecka przy ONZ w jednym, Marię Herczog. W rozmowie z „Jewish World Review” kłapnęła, że „okna życia nie służą najlepszemu interesowi dziecka lub matki”. Dodała do tego, że dziecko ma prawo znać swoich biologicznych rodziców, a okna życia to prawo naruszają. Komitet Praw Dziecka przy ONZ zwróci się zatem z prośbą do Parlamentu Europejskiego o zakazanie okien życia.
Usłyszawszy to w porannych wiadomościach radiowych, powiedziałem: „Nie! To jakieś pieprzenie w bambus. ONZ-etowi przeszkadzają okna życia? Kto się tam z chujem na główki zamienił?” Okazało się, że to wspomniana Maria Herczog. Uspokoiłem się i podumałem. Oto jego rezultaty.
Sam pomysł nie byłby pozbawiony podstaw, gdyby zaspokoić kilka warunków. Najważniejszymi są: zamożność i rozum, którymi powinni odznaczać się wszyscy ludzie zamieszkujący teren Unii Europejskiej. Może w odwrotnej kolejności. Kobieta i mężczyzna idąc do łoża powinni zawsze brać pod uwagę, że w wyniku ich spółkowania może powstać nowe życie. Chcesz mieć dziecię – tu instrukcji nie mogę udzielać bom nie spłodził jeszcze szkraba, nie chcesz? A to zabezpieczyć się wypada! Niestety warunek posiadania rozumu nie może być spełniony, bo seks i myślenie nie są przyjaciółmi a człowiek nie jest robotem czy androidem. Gorąca krew powoduje, że pewnego ranka dziewczę zamiast spożyć kawę klęczy nad muszlą klozetową i …
Nieduży to kłopot gdy kochankowie z zamożnego środowiska się wywodzą. Szczerzy katolicy staną na wysokości zadania, reszta niekoniecznie. Mamy w Polsce taką a nie inną ustawę antyaborcyjną, więc dla dokonania zabiegu trzeba uruchomić znajomości, internet i pieniądze. Większym problemem okazuje się, gdy zapłodnione dziewczę oscyluje w okolicach piętnastki. Świętojebliwe babki wychodzą wtedy ze skóry, żeby rodzina na języki nie poszła, bo taka gówniara z brzuchem...
Gdy zaś w progi domostwa puka bieda i zabraknie rozumu wtedy dziecko może przyjść na świat przed lekcją wf, a noworodek wystaje z kosza na śmieci, albo gnije wraz z kapustą w pojemnej beczce, czy spływa rzeką. Słowem tragedia.
Po wypowiedzi tej węgierskiej niewiasty wnoszę, że nie ma ona zbyt wiele wspólnego z kiepską sytuacją materialną. Zapewne nie zadała sobie również trudu aby sprawdzić jakie ustawy aborcyjne funkcjonują w poszczególnych krajach Unii, bo różnią się ona diametralnie. W jednym kraju niemal niemożliwe jest pozbycie się owocu gwałtu, w drugim podatnicy płacą za chwilę zapomnienia (i wyskakują wtedy takie michałki, że najpierw para dokonuje zabiegu in vitro za publiczną kasę, a potem jej coś przeskakuje w główce i również za publiczną kasę dokonuje aborcji).
W tym ostatnim przypadku rzeczywiście owe okna życia wydają się niepotrzebne, ale... W Polsce istnieje ponad czterdzieści takich okien. Od 2006 roku ulokowano w nich czterdzieści cztery maleństwa. Niektórzy pomyślą: tak mało? Czy rzeczywiście mało? Co się działo w mediach gdy w jednej z wiosek na Lubelszczyźnie odkryto chyba szóstkę malutkich ciałek w beczce z kapustą? Mało? Chciałbym zadać to pytanie owej Węgierce, ale obawiam się, że byłoby to walenie grochem o nowoczesną ścianę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz