Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 4 grudnia 2012

Wolny rynek? Wolne żarty!

grudnia 04, 2012 Posted by Onufry Okowita , , , , , No comments
Na początek kilka słów ku uzupełnieniu poprzedniego wpisu. Niestety, trzeba czekać do następnego poniedziałku. Wczorajsze „Uważam Rze” było jeszcze z tekstami zamówionymi u starego grona redakcyjnego. Pogrzebałem chwilkę i wychodzi na to, że redakcję opuściło ponad dwudziestu publicystów. Szkoda, że Ziemkiewicz i Łysiak pociągnęli za Lisickim, ale widać za bardzo ścięli się kiedyś z ludźmi, z którymi związany jest Jan Piński. Z drugiej strony to oni stworzyli ten tygodnik więc mieli prawo się unieść. Teraz zapewne już niebawem na rynku pojawi się kolejny tygodnik Lisickiego, Ziemkiewicza i Wildsteina a „Uważam Rze” straci tych czytelników, którzy niezbyt dobrze orientują się w realiach na prawej stronie sceny politycznej. Innych odrzuci to, że Janusz Korwin-Mikke dostał cotygodniowy felieton. Za prezesem Kongresu Nowej Prawicy ciągnie się kilka wypowiedzi, o których nie dają zapomnieć merdia podnoszące klangor na każde potknięcie wolnościowego polityka. Ciekawe jest to, że „wielcy redaktorzy” w stylu Durczoka czy Lisa zapraszają Korwina, gdy trzeba wykazać jak bardzo konserwatywne poglądy odbiegają od różowych realiów i pokazać jak troszczą się o niepełnosprawnych. W każdym razie dalej czekam, na numer z nowymi ludźmi w „Uważam Rze”.
Ad rem. Całkiem niedawno przetoczył się przez facebook apel, aby wspierać przed świętami drobnych wytwórców, rzemieślników i sklepikarzy, często sąsiadów i kupować u nich prezenty na święta. No i oczywiście omijać szerokim łukiem podstępne supermarkety. Zoczyłem ową akcję u mojego starego druha – znamienitego bibliotekarza i fotografa Grzesia, a pod udostępnionym przez niego apelem całe mnóstwo komentarzy z poparciem. Sam również przyklasnąłem akcji. Rzucił mi się jednak w oczy jeden komentarz, w którym autorka utożsamiała wolny rynek z supermarketami i innymi molochami. Odparłem, że wolny rynek polega w dużej mierze na tym, że to my możemy podjąć decyzję gdzie dokonamy zakupu. Muszę oznajmić, że się pomyliłem. Nie przemyślałem sprawy do końca i wprowadziłem kilka osób w błąd. Mimo tego, że na rynku nie obowiązują ceny narzucone przez władze centralne, daleko mu do wolnego. Po pierwsze większość produktów dostępnych w sprzedaży obarczona jest podatkiem VAT. Najchętniej urzędnicy wcisnęliby kasy fiskalne wszystkim prowadzącym jakąkolwiek działalność gospodarczą i postawiliby przy takiej kasie swojego człowieka aby pilnował interesu. Ba, nawet przysłowiowa baba przyjeżdżająca do miasta handlować jajkami, mlekiem, serem itp. również padłaby ofiarą pazerności państwa. Po drugie w cenie, którą płacimy zarówno w supermarkecie, jak i u drobnego przedsiębiorcy ukryte są koszty energii elektrycznej, paliwa, pracy itd. Jeśli nie możemy się oprzeć alkoholowi i papierosom bulimy potężną akcyzę, a do tego pośrednio wspieramy budżet państwa podatkami, które muszą zapłacić wszyscy, przez których ręce przeszedł towar, który zjawi się przed świętami w naszych domach. A podatki wszelkiego autoramentu są dla żywotności takiego kraju jak Polska niezbędnie potrzebne. Bowiem z budżetu opłacanych jest ponad 3 miliony Polaków. Fakt, spora część to ludzie produkujący zatrudnieni w spółkach skarbu państwa, ale całe mnóstwo zatrudniono w organach siłowych i jako urzędnicy z których około 80 procent to darmozjady (według słów mego druha z szóstki urzędniczek tylko jedna umiała udzielić mu pomocy). Jeśli do tego dodać pieniądze, które zostały zwyczajnie zmarnowane, są i będą marnowane jeszcze wiele lat (choćby stadiony wybudowane na Euro 2012 i autostrady, które rozpadają się przed oddaniem do użytku). 
Wypada mi w świetle powyższego twierdzić, że w Polsce nie ma wolnego rynku, podobnie jak w całej Wspólnej Europie. Jedna z podstawowych różnic jest taka, że stosunek zarobków do cen jest w Polsce iście zbójecki, a odpowiedzialni za to są nasi umiłowani włodarze trzęsący naszym krajem od 1989 roku.

0 komentarze:

Prześlij komentarz