Wczoraj Rafał zapytał co sądzę o sprawie Waldemara Deski. Google pomogło mi w odnalezieniu garści informacji o tym jakże ciekawym osobniku. W 2006 roku Waldemar Deska, znany muzyk reggae (współzałożyciel zespołu DAAB, o czym nie miałem pojęcia bo z reggae tylko Marley) wybudował na swej działce pod Kazimierzem domek, wyglądający jak szopa z desek za 10 tys. zł, w którym zamieszkał wraz z żoną. Urzędnicy uznali postawienie chatynki za samowolę budowlaną i wydali nakaz rozbiórki. Muzyk mimo przypuszczeń o takim obrocie sprawy, świadomie budował swą szopę nie prosząc żadnego urzędnika o zgodę. Opinia Waldemara Deski jest jednoznaczna:
„Nie złamałem prawa, nie zniszczyłem przyrody ani krajobrazu, nie wkroczyłem na obcy teren! Nie ma zatem żadnego merytorycznego powodu dla rozbiórki mojej szopy oprócz niedopełnienia przeze mnie wymagań administracyjnych. Budowa szopy była protestem i prowokacją wymierzoną przeciwko ludziom o zniewolonej postsowieckiej mentalności domagających się zaostrzenia przepisów budowlanych, czyli ograniczenia wolności decydowania o tym w jakim domu chcę mieszkać. Uważam, że każdy ma niezbywalne prawo do zbudowania sobie na własnym gruncie domu o funkcji schronienia, realizującego elementarne potrzeby – oczywiście jeśli tym nie naruszy przyrody, krajobrazu lub wartości innej osoby. Proszenie się urzędnika o zgodę na budowę domu ekologicznego jest upokarzające i mija się z celem bo i tak dom ekologiczny nie mieści się w urzędniczych normach.” Więcej tutaj
Według mnie, wolnościowca, cała sprawa, podobnie jak wiele podobnych jest kuriozalna. Poniżej znajdziecie skopiowany z fejsbukowego profilu list Waldemara Deski do sądowych pierdzistołków, więc możecie sami wyrobić sobie pogląd na sprawę. Dlaczego uważam, że to kuriozum? Jeśli jestem właścicielem ziemi, wtedy urzędnikowi od co na niej robię, wara. Tylko tyle i aż tyle. Tymczasem durnowate prawo traktuje właściciela ziemi jak kołchoźnika. Tak jest dla urzędnika wygodniej. Dzięki temu może poważnie dorobić, bo gdy chcącemu postawić sobie dom przyjdzie czekać rok na pozwolenie domu, co jest powiązane z ciągłym brakiem jakiegoś papierka, odżałuje tych kilka tysięcy aby pchnąć sprawy do przodu. Kumoterstwo, łapówkarstwo, zapędy totalitarne w postaci regulacji pochodzących zarówno z głębokiej komuny jak i ze „światłej Brukseli” to rzeczywistość dzisiejszej Polski. Chcesz ściąć drzewo, którego korzenie zaczynają niszczyć fundamenty domu czy budynku gospodarczego – musisz pisać podanie o pozwolenie na jego ścięcie. Chcesz podwyższyć odrobinę dom i zamienić w kilka pomieszczeń strych – w te pędy do urzędu. Bez wątpienia pierdzistołki z sądów i urzędów znajdą co najmniej kilkanaście powodów dlaczego sam nie mogę podjąć decyzji o mojej własności, ale może aby ludziom się w główkach nie poprzewracało, w końcu warto ogłosić koniec fikcji w jakiej funkcjonują? Jak choćby to, że ziemia jest Twoja, ale nie Twoja.
I obiecany list:
Wysoki Sądzie
Pozwolę sobie przedstawić punkt widzenia, mój własny, pojedynczego człowieka. Może niezbyt powszechny ale umocowany w wartościach uznawanych przecież za wspólne i obowiązujące, wartościach stanowiących dotychczas najwyższy dorobek humanistyczny. Wartościach wypływających z nauki Jezusa ale także Buddy i Mahometa, Jana Pawła II i Dalay Lamy, zawartych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Karcie ONZ, Deklaracji Helsińskiej oraz naszej Konstytucji RP.
Z naszą Konstytucją mamy pewien kłopot. Mamy ją od niedawna, dopiero od 15 lat. A obowiązujący system prawny, „doktryna” jest znacznie starszy, w dodatku prowieniencji Stalinowskiej. I to się nawzajem gryzie, zgrzyta a górą ciągle „doktryna” Podstawowe wartości, wolności i prawa Człowieka nadal nie zdobyły sobie w Polsce należnej, gwarantowanej konstytucyjnie pozycji. Pomimo jasno zdefiniowanego i pozornie zaakceptowanego konstytucyjnego artykułu: „Konstytucja jest najwyższym prawem, Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio”
Oto powszechnie deklarowana a pozostająca w sprzeczności opinia:
„Nas obowiązują przepisy a nie Konstytucja”
Tak wysławiał się Nadzór Budowlany, Wojewoda Lubelski, Starosta Puławski, Sędziowie WSA i NSA, Radni Kazimierza Dolnego, Policjanci i wiele innych osób. To bardzo powszechny i głęboko zakorzeniony pogląd. Przecież nie wziął się z niczego.
Jest to jednak pogląd błędny, w gruncie rzeczy bezprawny, łamiący Konstytucję i Podstawowe Prawa Człowieka, podważający poczucie sprawiedliwości, etykę i moralność, wiarę w Państwo Prawa. Umocowany w zakazanych konstytucyjnie (art. 13) praktykach systemów totalitarnych: Nazizmu, Faszyzmu i Komunizmu.
Oto już ponad pięć lat walczę o prawo do życia w środowisku naturalnym, ekologicznym, w warunkach jakie sam sobie zbuduję a nie narzuconych, walcząc tym samym o podstawowe, zarazem najwyższe i ciągle nieobecne wartości: Godność Człowieka, jego Wolność i Własność. Tylko te wartości uzyskały w Konstytucji RP status najwyższy, bezwzględny. Pozostałe nie mają aż tak wysokiej rangi. Interes publiczny, państwowy czy społeczny jest wartością, ale wartością dla której Konstytucja zaledwie zezwala na ograniczenie wolności lub własności ale nigdy na naruszenie ich istoty. Zezwala na ograniczenie ale tylko do pewnej, dosyć jasno zdefiniowanej granicy: granicy Istoty Wolność i Istoty Własności.
Ta granica jest powszechnie łamana. Można powiedzieć, jej wcale nie ma, nigdy nie zaistniała. Na jej temat brak dyskursu publicznego. Brak orzeczeń SN i TK.
Oto lista narzędzi, metod i praktyk zastosowanych w celu przymuszenia mnie do rezygnacji z konstytucyjnych praw, w tym prawa do wyboru miejsca zamieszkania:
1. wymuszona szantażem łapówka pracowników Starostwa Puławskiego
2. dezinformujące informacje udzielane przez pracowników Urzędu Miasta Kazimierz
3. celowo błędnie naliczony podatek za nie będącą moją własnością linię przesyłową nn
4. sprawa karna za to, że zbudowałem sobie dom sam
5. sprawa karna za to, że sprzeciwiłem się nękaniu mnie przez Nadzór Budowlany
6. bezprawnie nałożone grzywna w celu wymuszenia rozbiórki mojego domu
7. 10 wizji lokalnych, komisji, wizyt itp.
8. nękająca wizyta Policji, pulsujące światło i jaskrawy strumień policyjnej latarki w moim oknie o 12 w nocy – w celu ustnego, nigdy potem nie potwierdzonego zaproszenia na posterunek w celu złożenia zeznań
9. traktowanie mnie jak przestępcę przez pracowników Nadzoru Budowlanego i Urzędu Miasta podczas wielu wizyt w Urzędach
10. żądanie nieupubliczniania dokumentów (protokołów z wizji lokalnych)
11. żądanie zachowywania się takiego, które „nie sprawia kłopotów” Nadzorowi Bud.
12. Pogardliwy rechot Radnych Kazimierza Dolnego gdy powołałem się na Konstytucję RP „Nas obowiązują przepisy a nie Konstytucja”
Ten ostatni był najbardziej upokarzający. Należy tu mocno podkreślić, że dotychczas nie próbowano i nie rozstrzygnięto w mojej sprawie fundamentalnej z punktu widzenia Praw Człowieka kwestii: czy w ogóle istnieją, a jeśli tak to gdzie, konstytucyjne przesłanki dla których nie pozwala mi się zamieszkać na mojej własnej ziemi, dla których zdecydowano się ograniczyć tak wiele fundamentalnych praw: art: 2, 7, 8, 13, 30, 31, 32, 37, 38, 50, 51, 52, 54, 64, 66, 68, 71, 73, 74, 75, 76, 77 Konstytucji RP.
Ta rozprawa, mam nadzieję, po raz pierwszy, spróbuje rozstrzygnąć część, szkoda że tylko część, fundamentalnej kwestii: czy uda się w gąszczu procedur i przepisów dostrzec zwykłego, pojedynczego człowieka, jego nieobecną w Polsce ale wyraźnie sformułowaną w Konstytucji RP ochronę praw Człowieka i jego bezwzględnie nienaruszalnych konstytucyjnych uprawnień: Godności oraz Istoty Wolności i Własności.
Waldemar Deska
Źródło: http://www.facebook.com/waldemar.deska/posts/438358056231043
Pozwolę sobie przedstawić punkt widzenia, mój własny, pojedynczego człowieka. Może niezbyt powszechny ale umocowany w wartościach uznawanych przecież za wspólne i obowiązujące, wartościach stanowiących dotychczas najwyższy dorobek humanistyczny. Wartościach wypływających z nauki Jezusa ale także Buddy i Mahometa, Jana Pawła II i Dalay Lamy, zawartych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Karcie ONZ, Deklaracji Helsińskiej oraz naszej Konstytucji RP.
Z naszą Konstytucją mamy pewien kłopot. Mamy ją od niedawna, dopiero od 15 lat. A obowiązujący system prawny, „doktryna” jest znacznie starszy, w dodatku prowieniencji Stalinowskiej. I to się nawzajem gryzie, zgrzyta a górą ciągle „doktryna” Podstawowe wartości, wolności i prawa Człowieka nadal nie zdobyły sobie w Polsce należnej, gwarantowanej konstytucyjnie pozycji. Pomimo jasno zdefiniowanego i pozornie zaakceptowanego konstytucyjnego artykułu: „Konstytucja jest najwyższym prawem, Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio”
Oto powszechnie deklarowana a pozostająca w sprzeczności opinia:
„Nas obowiązują przepisy a nie Konstytucja”
Tak wysławiał się Nadzór Budowlany, Wojewoda Lubelski, Starosta Puławski, Sędziowie WSA i NSA, Radni Kazimierza Dolnego, Policjanci i wiele innych osób. To bardzo powszechny i głęboko zakorzeniony pogląd. Przecież nie wziął się z niczego.
Jest to jednak pogląd błędny, w gruncie rzeczy bezprawny, łamiący Konstytucję i Podstawowe Prawa Człowieka, podważający poczucie sprawiedliwości, etykę i moralność, wiarę w Państwo Prawa. Umocowany w zakazanych konstytucyjnie (art. 13) praktykach systemów totalitarnych: Nazizmu, Faszyzmu i Komunizmu.
Oto już ponad pięć lat walczę o prawo do życia w środowisku naturalnym, ekologicznym, w warunkach jakie sam sobie zbuduję a nie narzuconych, walcząc tym samym o podstawowe, zarazem najwyższe i ciągle nieobecne wartości: Godność Człowieka, jego Wolność i Własność. Tylko te wartości uzyskały w Konstytucji RP status najwyższy, bezwzględny. Pozostałe nie mają aż tak wysokiej rangi. Interes publiczny, państwowy czy społeczny jest wartością, ale wartością dla której Konstytucja zaledwie zezwala na ograniczenie wolności lub własności ale nigdy na naruszenie ich istoty. Zezwala na ograniczenie ale tylko do pewnej, dosyć jasno zdefiniowanej granicy: granicy Istoty Wolność i Istoty Własności.
Ta granica jest powszechnie łamana. Można powiedzieć, jej wcale nie ma, nigdy nie zaistniała. Na jej temat brak dyskursu publicznego. Brak orzeczeń SN i TK.
Oto lista narzędzi, metod i praktyk zastosowanych w celu przymuszenia mnie do rezygnacji z konstytucyjnych praw, w tym prawa do wyboru miejsca zamieszkania:
1. wymuszona szantażem łapówka pracowników Starostwa Puławskiego
2. dezinformujące informacje udzielane przez pracowników Urzędu Miasta Kazimierz
3. celowo błędnie naliczony podatek za nie będącą moją własnością linię przesyłową nn
4. sprawa karna za to, że zbudowałem sobie dom sam
5. sprawa karna za to, że sprzeciwiłem się nękaniu mnie przez Nadzór Budowlany
6. bezprawnie nałożone grzywna w celu wymuszenia rozbiórki mojego domu
7. 10 wizji lokalnych, komisji, wizyt itp.
8. nękająca wizyta Policji, pulsujące światło i jaskrawy strumień policyjnej latarki w moim oknie o 12 w nocy – w celu ustnego, nigdy potem nie potwierdzonego zaproszenia na posterunek w celu złożenia zeznań
9. traktowanie mnie jak przestępcę przez pracowników Nadzoru Budowlanego i Urzędu Miasta podczas wielu wizyt w Urzędach
10. żądanie nieupubliczniania dokumentów (protokołów z wizji lokalnych)
11. żądanie zachowywania się takiego, które „nie sprawia kłopotów” Nadzorowi Bud.
12. Pogardliwy rechot Radnych Kazimierza Dolnego gdy powołałem się na Konstytucję RP „Nas obowiązują przepisy a nie Konstytucja”
Ten ostatni był najbardziej upokarzający. Należy tu mocno podkreślić, że dotychczas nie próbowano i nie rozstrzygnięto w mojej sprawie fundamentalnej z punktu widzenia Praw Człowieka kwestii: czy w ogóle istnieją, a jeśli tak to gdzie, konstytucyjne przesłanki dla których nie pozwala mi się zamieszkać na mojej własnej ziemi, dla których zdecydowano się ograniczyć tak wiele fundamentalnych praw: art: 2, 7, 8, 13, 30, 31, 32, 37, 38, 50, 51, 52, 54, 64, 66, 68, 71, 73, 74, 75, 76, 77 Konstytucji RP.
Ta rozprawa, mam nadzieję, po raz pierwszy, spróbuje rozstrzygnąć część, szkoda że tylko część, fundamentalnej kwestii: czy uda się w gąszczu procedur i przepisów dostrzec zwykłego, pojedynczego człowieka, jego nieobecną w Polsce ale wyraźnie sformułowaną w Konstytucji RP ochronę praw Człowieka i jego bezwzględnie nienaruszalnych konstytucyjnych uprawnień: Godności oraz Istoty Wolności i Własności.
Waldemar Deska
Źródło: http://www.facebook.com/waldemar.deska/posts/438358056231043
Według mnie, obywatela, człowiek kupił ziemię rolną, zapłacił za rolną i ma rolną. W prawie okreslone są sytuacje, w jakich można bez pozolenia budować.
OdpowiedzUsuńProblemy są 2: człowiekiem jest Deska, a ziemia jest w Kazimierzu.
Gdybym ja cos takiego wybudował przyjechały by buldożery, w skrajnych wypadkach antyterroryści (dwa lata temu po drugiej stronie Wisły).
Gdyby Deska wybudował coś takiego w sąsiedniej gminie, np w Karczmiskach, bez problemu prawie od ręki by mu odrolnili. Ale Deska nie chciał mieć domu na wsi. On chciał mieć dom na wsi pod Kazimierzem.
http://wdeska.wordpress.com/waldemar-deska/
" Waldek Deska nie naruszył prawa! Nie podporządkował się jedynie wymaganiom administracyjnym!"
Na wałach w Kazimierzu, zanim wprowadzono prohibicje chłopaki z poprawczaka spod Warszawy prowadzili rozmowę, której fragment przypomniał mi sie po latach, kiedy to przeczytałem, mianowicie: "...ja jej nie gwałciłem, ja tylko zatykałem jej gębę, żeby sie tak nie darła...". Wiem, że przykład przejaskrawiony, ale...
Gdy przyjmiesz za punkt widzenia prawo polskie, to facet postawił domek nielegalnie. Jednak polskie prawo jest w skrócie durne. Podział na ziemię rolną, przeznaczoną pod zabudowę itd powstał w dużej mierze dla urzędników. I tak wiem, że gdyby to był leszcz już dawno by go wyrugowali. Przykład rzeczywiście kiepski, bo stawiając chatkę Deska nikogo nie zgwałcił, prawda?
OdpowiedzUsuńNie zgwałcił, ale analogia między argumentami podobna.
UsuńPewnie, że prawo jest durne, ale ta walka Deski z Babilonem raczej tego prawa nie zmieni. Kiedy ta sprawa pojawiła się w mediach też pomyślałem, że może coś w końcu się ruszy, może jakaś debata będzie, może to ma sens. Podobną nadzieję miałem przy okazji dyskusji o dopalaczach, a ostatnio przy sprawie ACTA. Protesty Acta skończyły się jak zwykle: niegroźna pyskówa z niewieloma głosami kompetentnymi.
Dyskusja o szopie ma podobny poziom. Chociaż w Domu Architekta miała sie odbyć jakaś profesorska dyskusja, nie byłem na niej, może tam cos sensownego się działo?