Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 10 stycznia 2013

Szklany nocnik

stycznia 10, 2013 Posted by Onufry Okowita , , , 2 comments
Od kilku dni czytam sobie powolutku „Dzienniki” Stefana Kisielewskiego. Powolutku, bo to wielce smakowita lektura i chcę, żeby jej starczyło jak najdłużej. Poza tym wypisuję co smakowitsze fragmenty, które mimo że upłynęło od rozpoczęcia ich spisywania ponad 40 lat (Kisiel zaczął zapisywać pierwszy zeszyt 31 maja 1968 roku) są ciągle jeszcze nad wyraz trafne i aktualne.
Czasem uwagi o pewnych zjawiskach są rzucane mimochodem, niemniej zmuszają do gorzkiego śmiechu. Przykładem może być tutaj: „Ktoś słusznie powiedział, że w Polsce leczyć się może człowiek bardzo zdrowy, bo trzeba mieć na to siły”. Czy nie wydaje się to komuś znajome? Sam na szczęście nie muszę jeszcze odwiedzać konowałów, ale pewnie jeszcze kilka lub kilkanaście lat i zacznę się sypać. I jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że EWUŚ (o którym tyle trąbili ostatnio w merdiach) mnie naprawi. Trzeba będzie sięgać do sakiewki i płacić prywatnie. W sumie to przecież sytuacja normalna. Gdy padnie komp wzywasz fachowca, albo go do niego wieziesz po czym bez kręcenia nosem płacisz. Czy wyobrażasz sobie, że najpierw musisz zarezerwować termin dopiero za kilka miesięcy, bo fachura może przyjąć na warsztat tylko kilka urządzeń dziennie, bo podpisał z Funduszem Uzdrawiania Komputerów i Laptopów kontrakt na naprawę określonej liczby maszyn rocznie? Coś mi się wydaje, że chcesz mieć go uzdrowionego w ciągu kilku dni, a to przecież tylko rzecz! Dlaczego więc zgadzasz się, że na każdą wizytę u konowała musisz czekać kilka miesięcy? Bo to za darmo? Nic bardziej mylnego! Bulisz na Fundusz Zdrowia mnóstwo szmalu. Gdybyś raz na kilka miesięcy udał/a się do lekarza i dał/a mu 100 czy 200 zł, to jeszcze by zostało na dobrą płytę i książkę albo na dziwkę (zależy od preferencji).
Co jakiś czas powtarzam, że 1989 roku mieliśmy niepowtarzalną szansę uwolnienia się od wszelkich przejawów socjalizmu i etatyzmu, jednak grupka cymbałów, którzy przejęli wówczas władzę bardziej dbała o własne portfele i stołki, niż o spełnienie głoszonych przez siebie postulatów. Był syf, jest syf i będzie jeszcze większy syf! Aby to zmienić, można na początek zastosować się do rady Kisiela z 1968 roku: „Trzeba im kupić szklany nocnik – żeby zobaczyli co narobili”. A gdy to nie pomoże...

2 komentarze:

  1. Dzienniki Kisiela świetne - pamiętam, jak połknąłem je w kilka wieczorów tuż po zakupie, więc zapewniam - tej lektury na długo nie wystarczy:-) To chyba właśnie one pchnęły mnie ku zapiskom różnych indywidualności - od Krzywickiej, Nałkowskiej, Dąbrowskiej po Lechonia, wszystkie polecam równie mocno (choć różnią się one bardzo między sobą).
    Przy okazji, jako ze to mój pierwszy komentarz w 2013 - wszelkiej Pomyślności w Nowym Roku!
    AA

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że jednak wystarczą na dłużej. Czas niestety nie pozwala. Dzięki i nawzajem :)

    OdpowiedzUsuń