Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

środa, 20 lutego 2013

Zwykła demagogia

lutego 20, 2013 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Kilka miesięcy temu napisałem tekst o akcji plakatowej Fundacji Wolność od Religii „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”, w którym przychyliłem się do obaw Piotra Semki, co do czystości intencji jej autorów. Posypały się na mnie gromy, które można odczytać w komentarzach pod tamtym tekstem. Niedługo później na łamach internetowego „Prywatnego tygodnika palitycznego” pojawił się tekst prezes Fundacji Doroty Wójcik Hitlerem w ateistów, w którym to powołując się na słowa pewnego badacza dinozaurów ujawniła jaki procent wśród walczących jednostek niemieckich stanowili katolicy.
Przyjąłem taki sposób argumentacji, ale nie dawała mi ona spokoju. Dzisiaj mogę z całą odpowiedzialnością napisać, że była to najzwyklejsza demagogia i szukanie na siłę argumentów mających czytelnikom „Palitycznego” ukazać, że Semka to zażarty katolik, a ich słowa muszą być kłamliwe, zaś Zielińskim nie warto się przejmować, bo jest zdrajcą sprawy. Zdrajca, nie zdrajca, ale skoro ateiści i agnostycy odwołują się do racjonalności, powinna ich ona bezdyskusyjnie obowiązywać. Tymczasem w sprawie udziału katolików w niemieckich i sojuszniczych oddziałach militarnych panuje wśród racjonalistów co najmniej rozgardiasz.
Pojawiające się na fejsbóku zdjęcia purpuratów ściskających rękę Hitlera mają być dowodem na to, że szli oni ręka w rękę z tyranem. Gdy jednak zadamy sobie odrobinę trudu i sięgniemy po publikacje traktujące o wielkiej wojnie, a szczególnie o samym Hitlerze dowiemy się o co najmniej kilku interesujących faktach. Na przykład profesor Ian Kershaw, autor monumentalnej biografii tyrana, ustalił że Adolf Hitler:
„Wierzył w Opatrzność. Jakąś bliżej nieokreśloną siłę, która kierowała światem. Czuł się jej wybrańcem, szczególnie po zamachu z lipca 1944 r., gdy cudem ocalał. Nie wierzył natomiast w transcendencję, życie po śmierci i tego typu rzeczy. Wychowano go w wierze katolickiej, ale do kościoła nie chodził. Nie interesował się również germańskimi pogańskimi wierzeniami, które tak fascynowały Himmlera. (…) Dla niego nie Bóg, tylko rasa była najważniejszym punktem odniesienia. Odgrywała taką rolę jak dla marksistów klasa społeczna.” Natomiast chrześcijan nienawidził i „uczucie to z biegiem lat się nasilało. Oczywiście jako kanclerz specjalnie się z tym nie obnosił, ale w latach 40. zerwał maskę. Pokazał się jako zagorzały antyklerykał. Ostro zaatakował Kościół, choćby w Kraju Warty, gdzie, jak uważał, był on bazą dla polskiego nacjonalizmu. Był bardzo agresywny. Zapowiadał, że po wojnie wyrzuci z Niemiec Kościoły.”
Zaś wracając do racjonalności i stojącego za nią rozumem, muszę stwierdzić, że przynajmniej w tym przypadku antyklerykałowie mijają się z nimi odrobinę. O ile sobie przypominam obywatele niemieccy od szesnastego wieku, w wyniku skomplikowanych i niełatwych układów podzielili się na katolików i protestantów. Od 1933 roku, gdy NSDAP objęła władzę, do wybuchu wojny upłynęło zbyt mało czasu aby wyrugować religię. Więc nie może dziwić to, że w Wermachcie, Kriegsmarine, Luftwaffe i innych służbach zmilitaryzowanych służyło tak wielu katolików. Czy można to wyrazić prościej? Może tak? Gdy jakiś Niemiec wykazywał zbyt wiele zrozumienia dla pacyfizmu trafiał wraz z komunistami do obozu koncentracyjnego. Mało? Więc przenieśmy się na grunt polski. Mówi coś antyklerykałom nazwisko Maksymilian Maria Kolbe? Obiło się o uszy sześć tysięcy duchownych zabitych przez niemieckiego okupanta? A czy nie wydaje się znajome stwierdzenie Hitlera, że Kościół jest bazą dla polskiego nacjonalizmu?

0 komentarze:

Prześlij komentarz