Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 26 marca 2013

Godność człowieczka

marca 26, 2013 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Gdy przychodzi zastanowić się nad kondycją człowieka zamieszkującego teren między Odrą i Bugiem przychodzą mi na myśl słowa zawarte w Księdze Koheleta: „Marność nad marnościami, wszystko marność”. W przekonaniu tym utwierdzają mnie internauci deprecjonujący nawet ludzką śmierć. Ostatnimi czasy pożywką dla sfrustrowanych komentatorów był sukces i tragedia w Himalajach. Na wieść o śmierci dwóch naszych wspinaczy strywializowali ją pytaniem: „I po co się tam pchali?”. Na klawiaturę ciśnie mi się stwierdzenie, że upodobnili się oni umysłowo do taboretów, na których posadzili swoje czcigodne zadki. Nie może zatem dziwić, że zacząłem baczniej przyglądać się temu o czym pisze prof. Legutko:
„Charakterystyczne jest przyjęcie przez retorykę liberalno – demokratyczną słowa godność i całkowite zafałszowanie jego znaczenia. Tradycyjnie godność miała sens obligujący. Jeśli człowiekowi przypisywano godność, to znaczy, że sobie na to zasłużył lub był zobowiązany do zapracowania sobie na nią bądź do jej potwierdzenia.” Wszystko wydaje się oczywiste. Wracając wyobraźnią do początków państwa polskiego dosyć łatwo mi przywołać scenę, w której kmieć zuchwały dokonuje czynu, którym zasłużył na przyjęcie go do grona książęcych wojów oraz na znaczny kawał ziemi. W efekcie ma się stawiać na wezwania władcy ale w perspektywie ma powiększenie swojego posiadania i przekazanie swoim potomkom widoków na łatwiejsze życie i możliwości okazania się godnymi zaufania książęcego (później stanowili tacy ludzie stan rycerski zwany też szlachtą). Oczywiście truizmem będzie stwierdzenie, że zaufanie władców okazane szlachcie wyszło w późniejszych wiekach niejednokrotnie naszemu pięknemu krajowi bokiem. Gdy zadać sobie pytanie dlaczego potomkowie tak godnych szacunku ludzi stali się grabarzami państwowości polskiej, wypada mi napisać, że to chyba jest właściwe Polakom. Jeśli poczytamy o handlu i rozwoju miast na ziemiach polskich możemy się zadziwić. Okaże się bowiem, że rodzimi kupcy bardzo szybko zrezygnowali z poszukiwania nowych kontaktów i towarów na rzecz wygodnego gnuśnienia we własnych kamienicach. Po co się tłuc po bezdrożach skoro Rusin przywiezie skóry, Niemiec sukno, a Madziar węgrzyna? Przychodzi na myśl, że zapóźnienie cywilizacyjne i obyczajowe nie jest winą jedynie dzierżących szable i bukłaczki z okowitą, zaś wspólne dla wszystkich stanów było jałowe międlenie jęzorami.
Obecne pojęcie godności nie zobowiązuje według prof. Legutki „człowieka do doskonalących go działań i zdobywania jakiejkolwiek moralnej zasługi lecz pozwala mu zgłaszać roszczenia i usprawiedliwiać swoje działania na podstawie argumentów o przysługującej mu a priori godności ludzkiej. Ktoś kto pragnął zadowolenia świni, był w takim samym stopniu wyposażony w godność jak ten, kto starał się pójść drogą Sokratesa. (…) Godność w nowym rozumieniu okazała się zatem czynnikiem wspierającym minimalistyczną koncepcję człowieka albo – by lepiej to wyrazić – była tej koncepcji prawowitym dzieckiem”.
Osobiście nazywam opisany przez filozofa fragment rzeczywistości dyktaturą równości. Używając zdecydowanie prostszego słownictwa niemal każda znana nam osobiście istota ludzka, a często i nieznana (jak w przypadku himalaistów), jest bacznie obserwowana i jej osiągnięcia uzyskane ciężką pracą są umniejszane. Również poglądy na gospodarkę, politykę i powinności człowieka muszą się mieścić w szeroko rozpowszechnionej bylejakości. Człowiekowi się należy i koniec!

0 komentarze:

Prześlij komentarz