Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

poniedziałek, 25 marca 2013

Oczepiny po nowemu

marca 25, 2013 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Zastanawialiście się kiedyś co oznacza zgoda na związki partnerskie? Zwolennicy owych związków tłumaczą ciemnogrodzianom coraz mniej cierpliwie, że brak ich uregulowania godzi w ich życie codzienne. Bo w jaki sposób może się dowiedzieć Wojtek albo Krysia o stanie zdrowia jego umiłowanego Czarusia, który leży w szpitalu po wypadku i z którym wspólnie żyje? Co będzie z dziedziczeniem? Itp., itd. Wprawdzie można pójść do notariusza, ale gdyby była ustawa... Jakże pięknie by było! Zwolennicy podnoszą jeszcze inne argumenty, które uderzają bezpośrednio we wsteczników. Co zrobić gdy na terenie Polski osiedli się para, która zawarła związek partnerski w cywilizowanym kraju należącym do Unii? Albo, dlaczego Polska zawsze musi być sto lat za Murzynami?
W gruncie rzeczy niespecjalnie rozumiem te kwękania. Przecież taka ustawa całkiem niedługo zostanie uchwalona i jest to pewnik. Tuskowi (czytaj Brukseli)strasznie na tym zależy i po kilku czy kilkunastu targach ze swoimi i z koalicjantem sprawa zostanie przyklepana. Wtedy nastąpi wysyp zawieranych związków i... pojawią się żądania o małżeństwa jednopłciowe, walka homoseksualistów o prawo do adopcji, itd. Gdyby na tym się skończyło można by machnąć na to ręką. Co mnie może w końcu obchodzić co sąsiedzi robią pod kołderką? Nieprawdaż?
Niestety ich będzie obchodzić co będę robił ja, co będzie robiło małżeństwo dwupłciowe zamieszkujące na piętrze powyżej. Oczywiście nie tak od razu. Ale ideolodzy wywodzący się z grona wojujących feministek albo wesołków – gejów w niedługiej przyszłości wytoczą swoje działa i zaczną bombardować merdia utyskiwaniami, że gdy widzą kobietę i mężczyznę idących pod rękę to godzi w ich samopoczucie. Bo jakże to tak tradycyjne? Przecież jesteśmy społeczeństwem nowoczesnym, a takie zachowania przypominają średniowiecze! Czy oni wszyscy muszą być jak Terlikowski albo inny Korwin – Mikke?
Mam nadzieję, że przesadzam, że chrzanię od rzeczy, ale wcale na to nie wygląda. Kto na początku lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku mógł podejrzewać, że na ślubnym kobiercu będą mogły stanąć dwie osoby tej samej płci i na dodatek zaproszeni na ceremonię goście będą się wzruszać i mówić: „Jakaż to piękna para!”?
Cholera właśnie próbuję sobie wyobrazić oczepiny i nijak nie daję rady, bo mnie straszny rechot bierze!

0 komentarze:

Prześlij komentarz