Jan Czaja wysłał do „Uważam Rze” list. Dramatyczny, a zarazem naiwny. Dowiadujemy się z niego, że kibic Jan zabrał swojego synka na mecz z Ukrainą. Oczekiwał wspaniałego widowiska, walki, pięknych akcji. Słowem wszystkiego za co miliony zapaleńców miłują piłkę nożną i za co sam za młodych lat ją wielbiłem. Okazało się, że tylko jeden reprezentant Polski coś pokazał, sam widziałem zdjęcie które poszło w świat. Leżąc na boisku wyeksponował światu blade i rozlazłe pośladki. Kim był ów kopacz piłki? Nieistotne. Piłkarz przypadkiem pokazał gdzie on i jego koledzy z reprezentacji oraz setek polskich klubów mają swoich kibiców. Ale wróćmy do listu!
Pan Czaja pisze, że najdroższy stadion Europy nie był na tle ważnym motywatorem, aby sprawić, że nasza drużyna piłkarzy w końcu coś osiągnęła. Warunki mieli znakomite - dach nie przeciekał, murawa świeżo co położona, tysiące kibiców, którzy kochają ten sport i mimo kolejnych porażek wciąż mają nadzieję, że może tym razem. A nasza drużyna niczym zaklęta nie potrafi niczego osiągnąć. Ani wielka szopka zrobiona wokół Euro 2012 nie pomogła, ani zmiana trenera, ani zmiana przewodniczącego PZPN. Pewnie niejeden kibic, w tym i ja, zastanawia się, jak sprawić, by chłopakom chciało się grać.
Pytanie to jest co najmniej frapujące. Przestałem oglądać mecze polskiej reprezentacji jakoś chwilę po igrzyskach w Barcelonie, gdy magicznym sposobem utalentowani piłkarze zmienili się w typowych średniaków. Co się stało? Ano woda sodowa im do baniaków strzeliła. Zaczęły się pieniążki, panienki, uwielbienie kibiców. Zrozumieli, że nie warto się tak pocić, bo frajerzy i tak będą bulić żeby ich oglądać. Wyczułem to wtedy i do dzisiejszego dnia niewiele się zmieniło. Wprawdzie przed mistrzostwami w Korei/Japonii i w Niemczech złapali wiatr w żagle, ale ten szybko przestał sprzyjać. Efektów nie ma, bo wygrana z kelnerami nie powinna cieszyć, zaś pan Czaja ciągle się zastanawia:
Czy może wyższe premie, lepsze hotele, może bardziej egzotyczne miejsca treningów. Coś zrobić trzeba, bo przyznam szczerze, że tę sławną, cytowaną już przeze mnie piosenkę (Polacy nic się nie stało) słychać na stadionach coraz ciszej. Co zrobią nasi sportowcy, gdy jednak kibice pewnego dnia zaśpiewają - Polacy, jednak coś się stało, znowu daliście d...
Ano panie Janie właśnie od tego trzeba zacząć. Olać żelusiów i zacząć oglądać rugby. Trzeba przestać przychodzić na ligę piłkarską i przenieść swoje zainteresowanie na chłopaków, którzy wkładają więcej wysiłku w jeden mecz niż piłkarze w dziesięć. Gdy na Stadionie narodowym zasiądzie jedynie Tusku z podnóżkami i garstka desperatów może się wreszcie obudzą. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego Amerykanie i Australijczycy dają z siebie 100 procent na każdych mistrzostwach, mimo że soccer nie jest w ich krajach zbyt ceniony?

0 komentarze:
Prześlij komentarz