Jutro na ekrany polskich kin trafi film Ryszarda Bugajskiego „Układ zamknięty”. Według Piotra Gursztyna jest on ewenementem: polski widz ma szansę obejrzeć film normalny To stosunkowo rzadkie. Nasza rzeczywistość pokazana została taka, jaką jest A rzadko udaje się to innym reżyserom. Nie ma ratowania scenariusza potokami bluzgów postaciami złymi tak jednowymiarowo, że aż stają się groteską. Każda osoba w filmie Bugajskiego jest ukazana wiarygodnie. Prokurator tak jak prokurator więzień jak więzień, żona jak żona. Obejrzycie Polskę, a nie jakiś Disneyland z ciepłej komedyjki typu „Rancho" czy tanią podróbkę Tarantino.
Twórców filmu zainspirowały prawdziwe wydarzenia jakie dotknęły właścicieli Krakowskich Zakładów Mięsnych oraz ponad 300 innych biznesmenów. Jakieś dwa lata temu „Polityka” opisała jak kilka polskich przedsiębiorstw, w tym także wspomniane KZM, zostało poddanych procesowi niszczenia przez prokuraturę współdziałającą z Urzędem Skarbowym. Pamiętam dziesiątki bluzgów, które kierowałem w stronę funkcjonariuszy publicznych. Prokuratorzy i urzędnicy ciągle chodzą z podniesionym czołem i nie mają sobie nic do zarzucenia. Poniżej przywołam kilka fragmentów tekstu „Polski bezmiar (nie)sprawiedliwości” Wojciecha Wybranowskiego zamieszczonego w we wtorkowym Tygodniku Pawła Lisickiego „Do Rzeczy”. Po resztę tekstu odsyłam do czasopisma, które można jeszcze znaleźć w punktach sprzedaży prasy.
W lutym 2003 r. do Polmozbytu wchodzi kontrola Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście. Ówczesny jego naczelnik Jerzy Jakielarz zawiadamia prokuraturę o rzekomych nadużyciach przy prywatyzacji firmy. Na polecenie prok Andrzeja Kwaśniewskiego z krakowskiej prokuratury rejonowej za kratki trafiają członkowie zarządu, rady nadzorczej i udziałowcy m.in. Witold Szybowski. 25 września 2003 r. aresztowani zostają również Paweł Rey i Lech Jeziorny członkowie rady nadzorczej spółki. Prokurator Kwaśniewski stawia im zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wyrządzenia szkody w majątku Polmozbytu i Krakowskich Zakładów Mięsnych. Do firmy wchodzi też skarbówka.
- Niedługo po aresztowaniu dostaliśmy nakaz zapłacenia 4,5 mln zł domiaru pod kompletnie fikcyjnym pretekstem. W tym samym czasie niemieckie koncerny dostawały setki milionów złotych pomocy publicznej - opowiada nam Lech Jeziorny. A ze spółkami zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Skarb Państwa posiadający 15 proc. udziałów w Polmozbycie domaga się zwołania walnego posiedzenia akcjonariuszy by dokonać zmian we władzach spółki. Zwołuje je główna księgowa. Na posiedzeniu pojawiają się akcjonariusze posiadający zaledwie 23 proc. udziałów. Na posiedzenie ochrona nie wpuszcza Grzegorza Nici - pełnomocnika posiadającego 50 proc. udziałów Polmozbytu Witolda Szubowskego. Po walnym zgromadzeniu (ZA) na czele rady nadzorczej Polmozbytu staje dyrektor kontrolującego go UKS Jerzy Jakielarz, a prezesem zostaje główna księgowa Alina Szmigiel. Kiedy Nicia skarży uchwałę WZA, też zostaje na polecenie prok. Kwaśniewskiego aresztowany. Akcje spółki lecą w dół. Skupuje je, również te, które zabezpieczone zostały przez prokuraturę, biznesmen, który posiadał większość udziałów Polmozbytu Toruń, za symboliczną kwotę 80 gr za akcję. Wkrótce przejmuje kontrolę nad firmą. (...)
Po sześciu latach -w 2009 r. - prokuratura umarza postępowanie w sprawie KZM. Przyznaje, że Rey i Jeziorny nie popełnili przestępstwa. Proces w sprawie rzekomych nieprawidłowości w krakowskim Polmozbycie wciąż trwa przed krakowskim sądem. (...)
Zupełnie inaczej potoczyły się losy przedstawicieli organów państwa, którzy nakręcili fikcyjną - jak się już okazało - sprawę rzekomych nieprawidłowości w Krakowskich Zakładach Mięsnych i odpowiadają za kuriozalny akt oskarżenia w sprawie Polmozbytu. Naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście Jerzy Jakielarz po aresztowaniu członków rady nadzorczej łączył funkcje naczelnika UKS i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej. Zarobił kilkadziesiąt tysięcy złotych. Później pracował jako biegły rewident, jest też członkiem Krajowej Izby Biegłych Rewidentów. Od sześciu lat jest na emeryturze.
Błyskotliwą karierę zrobił też prok Andrzej Kwaśniewski. Sprawa Polmozbytu i Krakowskich Zakładów Mięsnych była pierwszym poważnym dochodzeniem, jakie mu powierzono. W jej trakcie 26 maja 2003 r. został delegowany do krakowskiej prokuratury okręgowej, a już jesienią tego roku awansowany do niej na stałe do Wydziału Przestępczości Zorganizowanej. W sierpniu 2009 r. awansował do prokuratury krajowej delegatury w Krakowie. Dziś jest śledczym Wydziału do walki z Przestępczością Zorganizowaną Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Prowadzi duże sprawy dotyczące afer korupcyjnych i gospodarczych. Nigdy nie poniósł żadnych konsekwencji.
Od siebie dodam tylko, że Witold Szybowski po wyjściu z aresztu pracował jako nocny taksówkarz. W sierpniu ubiegłego roku dostał wylewu krwi do mózgu. Zmarł.
Zostawię to dzisiaj bez komentarza. Za bardzo mną trzęsie i pewnie napisałbym za dużo. Zapraszam jutro około 19.00 i zachęcam do kupna lub przeczytania w jakiejś większej bibliotece wszystkich tekstów dotyczących niszczenia ludzi przez państwo, które umieszczono w przywołanym już 10 numerze czasopisma.

0 komentarze:
Prześlij komentarz