Kilka lat temu „Fakty i Mity. Tygodnik Nieklerykalny” wyśmiewał się z ciągle funkcjonującego prawa dotyczącego wieku, w którym można dzieciaka miłować fizycznie. Prawo uchwalono jeszcze w ciemnych wiekach i ustala ono barierę na, nie pamiętam dokładnie 12 – 14 latach. Wielce się wtedy oburzyłem. Czy słusznie? Nie wiem. Na pewno przedwcześnie. Dlaczego?
Całkiem niedawno odbyła się konferencja współorganizowana przez „nasze” resorty zdrowia i edukacji oraz polskie biuro WHO. „Rzeczpospolita” doniosła, że przedstawiono na niej propozycje zmian w edukacji seksualnej. Czterolatek ma rozumieć czym jest akceptowalny seks, zaś dwunastolatek powinien umieć komunikować się w celu uprawiania przyjemnego seksu.
Sama edukacja seksualna ma rozpocząć się przed ukończeniem przez bachory czwartego roku życia. Między dziewiątym a dwunastym rokiem życia dziecko powinno nauczyć się skutecznego stosowania prezerwatywy i skutecznego stosowania innych środków antykoncepcyjnych – oczywiście w perspektywie bliskiej dojrzałości. Szczeniak taki ma również umieć brać odpowiedzialność za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne. Zmianom przyklasnęła czołowa feministka naszego pięknego i nieszczęśliwego kraju Wanda Nowicka.
Co się u diabła dzieje. W mediach trąbią o tym jak obronić dzieciaki przed pedofilami. Każdy złapany dewiant jest publicznie piętnowany, niezależnie od tego czy paraduje w sutannie (ci bardziej, i słusznie), czy nie. Pierwszy minister Tusku swego czasu wrzeszczał o stosowaniu chemicznej kastracji u ludzi z odchyłami pedofilskimi, a teraz podległe mu ministerstwa współorganizują taką konferencję?
Co to ma, do ch...ja pana, być?!!!
Uzupełniam wczorajszy wois. Wpadł mi dzisiaj do oka skrót wykładu, w którym prelegent zdradza jak funkcjonuje politpoprawna ideologia genderu u naszych zachodnich sąsiadów. Zabrakło mi tam jak do tej wyjątkowo skur...iałej ideologii odnoszą się muzułmanie, których w Niemczech coraz więcej. Nie zgadzam się wprawdzie z całością wywodu, ale nawet mnie bezbożnika przecież trzęsie na myśl o postępowaniu władz niemieckich. I perspektywie tego samego w naszym nieszczęsnym i pięknym kraju. Zastanówcie się czy nie przeszkadzałoby wam to o czym mówi prelegent.
Acha. I czy ktoś kto mieszka w Niemczech mógłby zweryfikować te informacje?
0 komentarze:
Prześlij komentarz