Nie chce mi się sprawdzać ile już lat chodzi po świecie Piotr Ikonowicz. Ze zdjęcia zamieszczanego co tydzień w „Uważam Rze” wnoszę, że coś koło 60. Zdjęciu zawsze towarzyszy niewielki objętościowo felieton zatytułowany „Od lewego”. Muszę przyznać, że naczelny – Jan Piński – wybrał doskonale. Większego bojownika o prawa dzisiejszego proletariatu ciężko w Polsce znaleźć. Teksty Ikonowicza aż kipią od krzywd wyrządzanych biednym Polakom przez nieuświadomiony ideowo rząd i tych krwiopijców – kapitalistów.
Z większości felietonów wytrwały czytelnik może się dowiedzieć, że rząd robi zbyt mało dla społeczeństwa. Zbyt małą również kontrolą otacza kapitalistów, którzy są zbyt mało opodatkowani i wysysają do cna zatrudnionych. Ostatni felieton to kolejny popis lewicowego publicysty, polityka i działacza związkowego. Oto jego fragment:
O naszym poziomie życia, o sile nabywczej ludności nie decyduje żaden bezosobowy mechanizm, lecz ci, którzy dysponują kapitałem. Dawniej wzrost kosztów utrzymania kompensowaliśmy sobie strajkami i wmuszaniem na kapitalistach podzielenia się z pracownikami rosnącą premią ze wzrostu wydajności, z przemian technologicznych. Dziś, kiedy walkę między pracą a kapitałem wygrał kapitał, płace stanowią coraz mniejszą część dochodu narodowego. Według danych Eurostatu przeciętnie udział płac w PKB w 27 krajach UE wnosi 49,2 proc., podczas gdy w Polsce, która pod tym względem wyprzedza jedynie Grecję i Bułgarię, wynosi 37,4 proc. i wciąż maleje. Zwykli pracujący ludzie, którzy wytwarzają coraz więcej dóbr, mają coraz mniejszy udział w ich podziale. Jedynym sposobem na odwrócenie tej tendencji byłaby polityka państwa zgodna z interesem ubożejącej większości społeczeństwa. Wyższa płaca minimalna, likwidacja umów śmieciowych, opodatkowanie zagranicznych korporacji i wysokich dochodów - to tylko niektóre narzędzia potrzebne, by zahamować wzrost sfery ubóstwa, zwiększyć siłę nabywczą płac, dać gospodarce bodziec popytowy.
Cosik jak mieszanka Marksa, Lenina z dzisiejszymi uwarunkowaniami skompilowana przez piętnastoletniego komsomolca. Takiego, który nie ma pojęcia o obciążeniach narzucanych pracodawcom przez państwo. Nie użyłem ulubionego słowa Ikonowicza „korporacja” specjalnie. Ilu to Polaków jest bowiem zatrudnionych przez korporacje? Stocznie, fabryki i kopalnie zostały przejęte przez ponadnarodowych potentatów? Ileż to kontenerowców wypuszczają polscy stoczniowcy zatrudnieni przez koreańskiego molocha? Czy melomani na całym świecie nie ustawiają się w kolejki po produkty marki „Tonsil”, „Diora” i „Kasprzak” wykupione przez japońskiego giganta elektronicznego, który zostawił nazwy marek ze względu na ich renomę?
Zaraz, przecież to wszystko nie istnieje! Co cwańsi czerwoni pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych przejęli za bezcen polskie fabryki i je spylili Niemiaszkom, Holendrom i innym uprzemysłowionym nacjom. A nowym właścicielom niepotrzebna konkurencja! Oni chcieli do Polski sprzedawać, a nie kupować (no chyba, że kurczaki, buraki i kartofle)!
Wychodzi na to, że za wstrętnych kapitalistów robią u Ikonowicza właściciele sklepików i straganów, piekarze i fryzjerzy, którzy są strzyżeni, dojeni i opleceni bezwzględną kontrolą przez państwo, które zdaniem felietonisty ma im jeszcze podnieść podatki. Towarzyszu Ikonowicz gdzie tu logika?
0 komentarze:
Prześlij komentarz