Wróbelki ćwierkają, że minister finansów wreszcie zaczaił, że Polska jest w finansowym bagnie. Na dodatek zdał sobie sprawę, pewnie pod wpływem delikatnych sugestii walącego w gałę pierwszego ministra, że tym razem nie uda się pogmerać w cyferkach aby się z niego wydostać.
Wymyślono więc kilka rozwiązań, które mają przynieść, oprócz sławetnych wykrywaczy nadmiernej prędkości powtykanych wszędzie gdzie się dało, w miarę szybkie efekty. Wymyślono więc, że będzie można przywalić karę nowożeńcom, którzy nagle, ni stąd, ni zowąd wypełnią wspólnego PIT-a. Genialni urzędnicy doszli do wniosku, że dwójka ludzi przysięgając przed duchownym lub urzędnikiem miejskim planuje wspólne oszukiwanie fiskusa aż po grób, zaś reszta jest tylko mydleniem oczu.
Mało! W różnych miejscach Polski zaobserwowano ciekawe zjawisko. Otóż w niewielkich sklepikach objawia się dwójka ludzi. Pierwszy w kolejce prosi o paczkę fajek, rzuca odliczoną kasę na ladę i ucieka za próg. Następny w kolejce wyciąga dokument wystawiony przez ministerstwo finansów i wali mandatem za niedopełnienie obowiązku wręczenia paragonu!
Ciągle mało! Więc teraz gwóźdź programu. Trochę nie w temacie, ale wielce pouczające. Sprawa miała swój początek podczas próby rozegrania meczu w piłkę kopaną Polska – Anglia, gdy kilku zapaleńców próbowało pływać po murawie. Urzędnicy wydumali więc, że W celu niedopuszczenia do powtórzenia się podobnych sytuacji, skutkujących niepotrzebnymi i nieuzasadnionymi stratami wizerunkowymi Polski, należy bezwzględnie zaprzestać organizacji meczów międzynarodowych. A ministra sportu wpadła na pomysł wypłacenia ćwierć miliona premii prezesowi Narodowego Centrum Sportu i jego zastępcy, za straty mniejsze niż dwadzieścia milionów zł. Urzędasy jednak rulez!
Tak, część ekipy z kulturoznawstwa...
OdpowiedzUsuń