Nienasycone kartele naftowe postanowiły położyć łapy na najstarszym parku narodowym w Afryce. Ich kacykowie chcą wbić wieże wiertnicze w dziewicze tereny Parku Narodowego Wirunga znajdującego się w Demokratycznej Republice Konga! Chcą zakłócić spokój żyjących tam zwierząt oraz zatruć powietrze i wodę wyziewami i wydzielinami tych potwornych urządzeń. Trzeba chwycić za pióra! Trzeba zacząć uderzać w klawiatury! Pisać listy albo podpisywać protesty skierowane do podstępnych kacyków ohydnych firm wydobywczych. Nie ma czasu do stracenia!
Na stronie WWF zamieszczono kilka argumentów, które mają pomóc potencjalnym protestującym w podjęciu decyzji. Warto im się przyjrzeć:
1. Niektórzy twierdzą, że mieszkańcy okolic Wirungi zyskają na wydobywaniu ropy naftowej na terenie parku. Jest to mało prawdopodobne. Widzieliśmy już, jak katastrofalne dla ludzi i przyrody mogą być skutki wydobywania ropy naftowej.
Rzeczywiście widzieliśmy co się stało gdy uszkodzeniu uległy platformy wiertnicze BP umiejscowione na wodach Zatoki Meksykańskiej. Katastrofy tankowców były przy tym drobnostką. Niezliczone zwierzęta poniosły śmierć w strasznych męczarniach. To jest fakt, któremu nie sposób zaprzeczyć! I nie warto z tym dyskutować. Warto jednak zastanowić się nad tym czy tubylcy zyskają na budowie wielu potencjalnych miejsc zatrudnienia. W dokumencie zatytułowanym „Wiek głupoty” ukazano to co się stało w Nigerii (dosyć jednostronnie zresztą). Z całego kraju ściągnęły miliony ludzi co pociągnęło za sobą powstanie jednego z najludniejszych miast świata. Można przypuszczać, że powstanie pól naftowych na terenie Wirungi również przyciągnie mnóstwo ludzi. Czy ich życie się polepszy? A czy polepszyło się życie milionów ludzi przyciągniętych do miast przez rewolucję przemysłową w Europie w XVIII i XIX wieku? Nie od razu i nie wszystkich, ale jeśli czytasz te słowa, to zapewne ogrzewa Cię kaloryfer, pod tyłkiem nie masz zydla, a pomieszczenia nie oświetla lampa naftowa albo kaganek. Prawda?
2. Zagrożenie wiąże się nie tylko z wyciekiem ropy naftowej, ale także z budową dróg i układaniem rurociągów. Na każdym z tych etapów może dojść do skażenia gleby i wody. Tymczasem Jezioro Edwarda leżące na terenie Wirungi jest bardzo ważnym źródłem wody dla lokalnych społeczności.
Szkoda tysięcy wyciętych drzew, które muszą zniknąć przy tworzeniu infrastruktury ułatwiającej wybudowanie pól naftowych i pompowanie czarnej cieczy do przepompowni ewentualnie rafinerii. Jestem pewny, że teren ten zostanie skażony jeśli nie wyciekającą ropą to ekskrementami i mydlinami wydzielanymi przez napływowe masy. To zawsze towarzyszyło powstawaniu miast i zawsze musiało minąć sporo czasu nim sytuację udawało się opanować (o ile w ogóle). Zastanawia mnie tylko, czy drogi nie ułatwią roboty kłusownikom, którzy dostarczają mięso na lokalne rynki, choć przecież tych, które już są jest i tak sporo. Z drugiej strony rabowanie i mordowanie ludzi zgromadzonych w jednym miejscu jest łatwiejsze niż przemierzanie dziesiątków kilometrów w poszukiwaniu uciekającego zarobku.
3. Jeśli uda nam się ocalić Wirungę, nie straci ona swoich walorów turystycznych, które mogą stanowić istotne źródło dochodu dla lokalnych społeczności. W ten sposób ochronimy przyrodę i wesprzemy mieszkańców okolic Wirungi.
Jakże pięknie to brzmi! Tymczasem lasów w Wirundze nie zostało zbyt wiele. Do niedawna niewielu przeszkadzało, gdy kolejne tereny były ścinane, zaś pozyskane drewno przerabiano na węgiel drzewny. Czy WWF organizowało protesty skierowane przeciwko próbującym w miarę godnie żyć mieszkańcom wiosek w okolicach Wirungi, którzy zarobkowali jako drwale, węglarze i tragarze? Inna sprawa dotyczy tego, że coraz większą popularność zyskuje turystyka slumsowa (slumming). Jeśli pola naftowe powstaną w Wirundze, turyści z bogatych państw Wschodu i Zachodu zostawią sporo grosza bezpośrednio u mieszkańców slumsów (tak wiem, że jestem bezdusznym cynikiem).
Nie wiem czy mógłbym z czystym sumieniem podpisać ów protest, bo choć nie mam auta, to jednak spożywam codziennie posiłki dostarczone do sklepów przez pojazdy napędzane pochodnymi ropy naftowej, a także dojeżdżam do pracy komunikacją masową, która również używa paliw kopalnych.
Na zakończenie muszę zadać pytanie, czy na palcach, nadgarstkach, czy szyjach czytających ten tekst pań nie znajdują się czasem wyroby ze złota? I czy wiedzą skąd to złoto pochodzi? Może właśnie zostało wydarte ziemi w lasach Demokratycznej Republiki Konga, gdzie z powodów wojen ziemię oraz o bogactwa tam spoczywające w ciągu ostatnich lat straciło życie do 6mln ludzi. Ale może WWF ma rację. Ludzie nie wyginą tak szybko jak goryle, więc może warto się podpisać?

Podpisałam się pod apelem WWF, w nadziei, że głos mój i reszty ludzi, którzy również to zrobili, zostanie usłyszany i coś wskóra. Mimo, że sama korzystam z "dobrodziejstw" paliw kopalnych, uważam, że należy znać granicę i w końcu dostrzec, ze przyroda wymaga także opieki, a nie bezwzględnej eksploatacji! Wydobywanie ropy naftowej w parku narodowym Afryki (w dodatku najstarszym!) będzie tylko i wyłącznie złem.
OdpowiedzUsuńNie napisałem tutaj o jeszcze jednej praktyce organizacji chroniących przyrodę. Dopóki lasy w Wirundze były wycinane przez biedaków, organizacje takie nie wojowały. Gdy na horyzoncie pojawia się korporacja śmierdząca kasą - zaczyna się wojna. Pytanie brzmi: dlaczego robią szum dopiero teraz? Pojawił się rzeczywisty wróg, czy może dojna krowa strzykająca z wymion zileonymi?
OdpowiedzUsuń