Sprawa jest w gruncie rzeczy oczywista. Albo jesteś osobą wierzącą, albo niewierzącą. Koniec i kropka. Nie do uwierzenia, ale wcale tak nie jest. Duża liczba tych, którzy nazywają siebie ateistami, raczej nimi nie są. Co ciekawe, całe mnóstwo tych, którzy deklarują się jako wierzący, również nimi nie są. Przeczytałem niedawno tekst Tomasza Terlikowskiego „Amoralny ateizm, moralni ateiści”. Wzbudził on we mnie całą masę wątpliwości i pytań.
Dlaczego najznamienitsi ateistyczni myśliciele ciągle nie mogą uporać się Bogiem, nieśmiertelną duszą, kościołem? Dlaczego myśliciele katoliccy nie są w stanie zaakceptować tego, że znajdują się na świecie ludzie, którzy nie najzwyczajniej nie wierzą? Dlaczego jeszcze inni zachowują się tak jakby byli pewni, że Boga nie ma, ale że on na 100 proc. istnieje?
Z tekstu Terlikowskiego dosyć rozwlekłego, warto przytoczyć jeden bardzo ważny fragment: „>>Śmierć Boga<<, jeśli ma być konsekwentna, musi więc prowadzić do śmierci także Jego substytutów, tego, co Go zastępuje. Wartości moralne, uniwersalia etyczne czy choćby źródła sensu w bezsensie istnienia, jeśli Bóg rzeczywiście umarł, muszą zostać unicestwione”.
Muszę przyznać, że Terlikowski bardzo sprytnie pominął w swym tekście, wyjąwszy cytaty myślicieli ateistycznych, kwestie religii. Nie ma tam więc miejsca na Boga żydów, chrześcijan czy muzułmanów. Gdyby nie ten zabieg, można by sięgnąć do momentu, w którym narodził się w świadomości ludzkiej ów jedyny Bóg. Ba, koniecznym byłoby sięgnięcie do momentu, w którym pod ludzką czaszką pojawił się pierwszy przebłysk myśli o bycie wyższym.
Niestety nie jesteśmy precyzyjnie umiejscowić w czasie momentu, w którym człowiek zaczął oddawać cześć jakiemukolwiek wyższemu bytowi. I co ważniejsze, dlaczego człowiek przetrwał do momentu, gdy Bóg uświadomił mu pojęcie dobra i zła. W gruncie rzeczy skoro nie było dobra i zła... Można by to sobie łatwo wyobrazić!
A może po prostu według Terlikowskiego ludzkość rozpoczęła swe istnienie w sposób, o którym możemy wyczytać w „Księdze Rodzaju”. Wtedy rzeczywiście wszelkie rozważania o schodzących z drzew małpoludach są pozbawione podstaw.
Na dodatek rozważania o moralności niewierzących, choć są diablo interesujące, zmierzają donikąd. Gdyby zapytać czy zwierzęta znają pojęcie grzechu i postępowania etycznego? No właśnie! Dlaczego więc nie wybiły się w dzikim szale?

0 komentarze:
Prześlij komentarz