Dokładnie rok temu byłem uczestnikiem Marszu Wolności i Suwerenności. Napisałem wtedy króciutki tekścik o tym, jakże dla mnie ważnym wydarzeniu:
Naprawdę wiem, o co im chodzi. Wiem, dlaczego jedna rozlazła panienka kierowała kciuk ku ziemi, gdy mijali ją rozkrzyczani i wymachującymi flagami piechurzy. Wiem, dlaczego jedna nadmiernie pokryta makijażem niewiasta, w wieku siedemdziesiąt i plus, wywrzaskiwała w kierunku piechurów: „hołota!”. I częściowo nawet rozumiem i tych, którzy zerkali zdziwieni na ponad pięciotysięczny tłum. Ich spojrzenia zdawały się mówić: „Co wy tu u diabła robicie? Przecież dzisiaj nie dzień niepodległości...”
Wiem, że nie podobają się wam spokojni ludzie demonstrujący swoje przywiązanie do Polski, do wolności i suwerenności. Ludzie, którym nie w smak socjalizm, panoszący się w Polsce od momentu, gdy wtargnęły na nasze ziemie watahy Hitlera i Stalina. Przykro słuchać, gdy z kilku tysięcy gardzieli wydobywa się ryk: „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę!”, „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela, suwerenność nam odbiera”, albo „PiS, PO – jedno zło!”
A jeszcze dziwniejsze jest to, że ponad pięć tysięcy owładniętych entuzjazmem piechurów, pilnowało raptem około dwudziestu gliniarzy! Zadziwiała iście świąteczna atmosfera. Tak wielki tłum ludzi zgodnie skandujących i wyczekujących wspólnego celu: „Wolności, własności i sprawiedliwości!!!”
W tym roku również ostrzyłem zęby, ale przypałętało się przeziębienie, więc tylko śledzę portale społecznościowe i żałuję. Nie, nie tylko. Mam okazję również podumać.
Wiemy doskonale, że Kongres Nowej Prawicy zamieszał w polskiej kloace politycznej. Wreszcie jakiś sukces wyborczy wolnościowców! Bałem się, że i wśród nich znajdą się ludzie, którzy nagle poczują się niczym paniska i zaczną czynić porutę. I stało się! Wywalili Janusza Korwin-Mikke z jego własnej partii. Syf, kiła i mogiła. Przerażająca głupota. Teraz wisieli u klamek Kukizowców, próbowali obwąchiwać się z Grzegorzem Braunem i zyskali jakże piękny przydomek – kanapa...
Na szczęście wolnościowcy nie zasypywali gruszek w popiele i mimo niemal kompletnego przemilczenia ich poczynań przez merdia głównego ścieku oscylują w okolicach progu wyborczego. Jakie by to było piękne gdyby im się udało i Janusz Korwin-Mikke stanął znowu na mównicy sejmowej chłoszcząc słownie bandę czworga za setki afer, oszustw i przekrętów. Trzymam kciuki chłopaki i dziewczyny!

Rozumiem że wszystkim marzy się zmiana wartownika w kurniku Ale na miłość Boską nie robi się z lisa stróża wicie czym różni się Kwaśniewski od Korwina Mikke .
OdpowiedzUsuńpierwszy to Sztolcman drugi Goldberg Gratuluję dobrego samopoczucia ,jeśli to nic wam nie mówi
Nie chce mi się szukać. Poproszę o dowód tego, że Korwin-Mikke zmienił nazwisko. Dziękuję!
Usuń