Zaiste dziwny jest ten świat. Skoro świat jest dziwny, to i nie może dziwić, że ludzie dostosowując się do niego, też stają się dziwni. A może jest odwrotnie? Tak, czy owak sierżant Nowak! Mimo tego całego popieprzenia i świata, i ludzi, są pewne stałe, które nie ulegają zmianie. Choćby taka chciwość. Prześladuje ona ludzkość od zarania dziejów. Jedni potrafią ją w pewnym stopniu kontrolować, inni poddają się jej bez opamiętania. Ci drudzy są łasi na zaszczyty, sławę, władzę, a przede wszystkim kasę. Chciwość przesłania spojrzenie na siebie do tego stopnia, że człowiek postępuje odwrotnie do dźwięków opuszczających jego otwór gębowy.
Swego czasu Bohdan Urbankowski napisał „Czerwoną mszę”, w której wyliczył z imienia i nazwiska, oraz czynów wszystkich, którzy łasili się do towarzyszy Sowietów. Poniżej przytoczę malutki fragment tej otwierającej oczy lektury: „Sowietyzm w Polsce nie był budowany z pojedynczych wierszy młodych ludzi, którzy na chwilę zbłądzili. Był świadomie zaplanowaną jedną z wielkich Budowli Komunizmu, taką jak Białomorski Kanał - i wykonywaną podobnymi metodami. Tylko że oprócz niewolników pracowali przy tej budowie ochotnicy - oczywiście na stanowiskach nadzorców albo propagandzistów, albo błaznów. Stalinizm nie był ''błędem", był sposobem na życie poetów, prozaików, ludzi teatru, którzy uwierzyli w trwałość tego systemu. Jeśli nawet niektórymi rządził strach - to woleli bać się z katami niż z ofiarami, widząc zbrodnie - opowiadali się przez lata po stronie oprawców, oskarżali prześladowanych. Jeśli nawet, powtarzam, niektórymi rządził strach, to bali się w luksusowych willach, które dostali od władzy, jak Tuwim czy Broniewski, bali się - pobierając sute uposażenia. Nie słyszałem też, aby ktokolwiek odmówił wzięcia tłustej nagrody państwowej - ani Woroszylski w 1950, ani Tuwim w 1951, ani Ważyk w 1953, ani Iwaszkiewicz, Słonimski czy Szymborska w 1955 roku. Nie odrzucili jej nawet Brandysowie, choć każdy z braci miał dwukrotną okazję, by to uczynić...”
Oczywiście ciężko porównywać tamten okres z teraźniejszością. Jednak mechanizm postępowania ludzi jest ciągle ten sam. Grupka wybrańców chciwych forsy, władzy, sławy oraz cała reszta zaczadzonych. Wracając do teraźniejszości mogę bez ochyby napisać, iż do owej bandy chciwców zaliczyć można Krystynę Jandę, która bez obfitych dotacji z publicznych (niczyich?) pieniędzy nie utrzymałaby swojego teatru. Więc nie może raczej dziwić, że zabrała się obecnie za obronę demokracji tłamszonej przez Kaczafiego i, jak to wywrzaskiwali towarzysze z KOD-u, „Dudę – Srudę”. Za jedno muszę podziękować pani Krystynie. Za zebranie w jednym miejscu wszystkich beneficjentów ośmioletnich rządów PO, wywodzących się ze środowisk artystów i sportowców.
Ciekawostką jest to, że niektórym spośród tych, którzy dostrzegli zagrożenie dla demokracji ze strony PiS-u nagle otworzyła się w główkach jakaś furtka i spostrzegli, że w Komitecie Obrony Demokracji nie ma demokracji... Jaja trochę, nie?
A zagrożenie dla demokracji jest zaiste straszliwe! Takie wrażenie może odnieść widz reportażu BBC Nwsnight poświęconego sytuacji politycznej w Polsce. A więc drodzy moi wróciliśmy do przeszłości, kiedy trzeba było bacznie się rozglądać aby nie ściągnąć na zebranie opozycjonistów oprawców z obozu władzy. Wszyscy się boją... Nawet pogoda się zmieniła! Towarzyszka Maya Rostowska spisała się na medal. Gdy koledzy tatusia wrócą na stołki naszych umiłowanych przywódców, na pewno o panience nie zapomną. Może się panienka spodziewać jeszcze lepszych stanowisk i wyższych apanaży niż w okresie przed przejęciem władzy przez tych okropnych kaczystów... Prawda?

0 komentarze:
Prześlij komentarz