Na początku postaram się może wyjaśnić dlaczego wziąłem słowa z tytułu tego krótkiego tekściku w cudzysłowy. Do tego cudzysłowy. Zacznę od „inteligenta” bo to i łatwiejsze, i dla sporej części niezaczadzonych słowotokiem kręgów zbliżonych do GW, Newsweeka i TVN, bardziej oczywiste.
Kiedy to obywatel Petru wypłynął na ekrany telewizorów? Całkiem niedawno tak na poważnie. Wcześniej widać go było czasem stojącego za Balcerowiczem, Geremkiem czy innym gmeraczem w polityce rządu warszawskiego. A stał za nimi bo to ekspert od ekonomii wprost niebywały! Namawiał on choćby Polaków do zadłużania się we frankach, co sam uczynił, po czym po cichu o czym ćwierkają wróbelki, zanim się szwajcarska waluta nad miarę umocniła, kredyt przewalutował. W momencie, gdy osobnicy pociągający za sznurki, na których to umocowani byli ministrowie rządu warszawskiego, zorientowali się, że PO jest skazane na klęskę, Z cienia Balcerowicza, niczym diabeł z pudełka, wyskoczył Petru i od razu jego ugrupowanie, o którym nikt dotąd nie słyszał, zebrał kilkanaście procent poparcia. A skoro tak, to trzeba było jego lidera odpowiednio przedstawić. Gdzie? Jak to? W telewizji. W szklanym okienku przedstawiciele frontu ideologicznego, który naszemu narodowi tubylczemu są znani jako poważni dziennikarze nie dali chłopa ukrzywdzić! Zadawali mu takie pytania, że spora grupka rzeczywiście dała się nabrać na to, że to poważnu i inteligentny polityk...
O tym, że on ani poważny, ani specjalnie inteligentny, oglądacze programów politycznych w tv zaczęli podejrzewać, gdy siadał naprzeciw politycznego naturszczyka jakim był Paweł Kukiz. A potem dzięki internautom wylazło i to, jaki z Petru „inteligent”. Już tam pies drapał sześciu króli, brytyjskiego premiera Kameruna, twierdzenie, że imperia padają w szycie chwały czy rubikonia... Gdy na jednym z portali społecznościowych pojawił się jego wpis świadczący o tym, że broni ciągle obowiązującej konstytucji 3 maja, zacząłem się zastanawiać, czy w jego główce Targowica nie jest czasem kurortem w Portugalii...
To ostatnie, czyli konstytucja, pozwala również na poważną wątpliwość co do tego w jak dużym jest on polski... Nie tylko inteligent, ale nawet polityk. Bo co jak co, ale o tym, że były rozbiory, że nie było państwa polskiego, wie chyba każdy gimnazjalista (chociaż ostatnimi czasy szybko osiągają oni poziom swoich amerykańskich rówieśników)... Ale może się mylę i konstytucja 3 maja obowiązywała na terenie ziem przyłączonych do zaborców, potem w dwudziestoleciu międzywojennym, podczas wojny, za PRL, aż do dziś? I ręce nie opadają?

0 komentarze:
Prześlij komentarz