Mój dziadek urodził się 25 lipca 1929 roku w Zurnem, gmina Bereźne, powiat Kostopol, województwo wołyńskie. Czyli niemal pod samą sowiecką granicą. Przeżył, pamiętał. Babcia była również kresowianką, którą dręczyły koszmary po tym jak jej sąsiedzi Ukraińcy... Do końca swego życia (raptem 46 lat) opowiadała mojej mamie, że tego co przeżyła nie da się opisać. Zmarła na serce...
Więc gdy docierają do mnie wynurzenia organizacji ukraińskich rezydujących w Polsce o tym jak straszna to niesprawiedliwość, że nie pozwolono zagrać w Przemyślu zespołowi sympatyzującemu z UPA/OUN, ogarnął mnie taki trochę pusty śmiech. Pozwolę sobie przypomnieć dwa fragmenty tekstów napisanych moimi paluchami ponad 3 lata temu. Oba poświęcono „dobrodziejstwu” ukraińskiego sąsiedztwa czasu wojny:
O UPA i Banderze zapewne słyszeliście, czytaliście wszyscy. Nie będę tutaj zanudzał historią, bo komu będzie zależeć to sobie znajdzie garść informacji w sieci. Ale o kilku faktach muszę przypomnieć.
Mieszkańcy ukraińskich, wołyńskich czy bieszczadzkich wiosek, którzy czuli się Polakami, przeszli po ataku Niemiec na Sowietów gehennę. Ich ukraińscy sąsiedzi, z którymi trochę wcześniej wspólnie żartowali, pili, pracowali - próbowali ich, podpuszczeni przez członków UON – UPA, wymordować. Pozwolę sobie przywołać fragment tekstu Waldemara Łysiaka, bo sam nie zdołam tego opisać:
Pani Wanda Piliszewska miała wtedy 8 lat. Gdy uciekała ze swego płonącego domu, zobaczyła jak koło studni Ukrainiec rozdziera małą dziewczynkę: “Dziewczynka leżała na ziemi, a on przydepnął jej nóżkę i z całej siły szarpał za drugą, by rozedrzeć dziecko. Gdy to zrobił, wrzucił ciało do studni.”
Równie dobrą zabawę stanowiło dla sąsiadów moich dziadków ze strony matki przybijanie polskich dzieci do drzew. Taka właśnie scena zainspirowała projektanta pomnika ofiar ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Dzieci przybite do pnia drzewa. Pomnik miał wstrząsać wszystkimi, którzy koło niego przechodzili. Ale jego powstanie oraz uchwalenie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, było solidarnie blokowana przez mandarynów rządzących Polską (list otwarty przeciw jego powstaniu podpisali ONI). Świadczy o tym list otwarty do Prezydenta Polski (Bronisława Komorowskiego – przyp. Marceli) wystosowany przez Przewodniczącego Kresowego Ruchu Patriotycznego Jana Niewińskiego. I znowu pozwolę sobie przytoczyć jego fragmenty:
Po raz kolejny zwracamy się do Pana w ważnej narodowej sprawie. Dotyczy ona najokrutniejszego w naszych dziejach ludobójstwa, jakiego dokonali banderowcy na obywatelach polskich Kresów Wschodnich II RP. Mimo upływu 70 lat ofiary tych makabrycznych zbrodni wciąż czekają na godny pochówek, ich szczątki poniewierają się w nieoznaczonych, a w większości nieznanych miejscach.
Jednocześnie zaistniała rzecz bez precedensu w skali świata. Sprawcom tego ludobójstwa nie tylko nie wymierzono kary, nie zostali oni potępieni, ale wzniesiono im setki pomników i znaków „sławy”: na Ukrainie, w państwach zachodnich, i – co budzi grozę – w Polsce. Należy podkreślić, że pierwszy pomnik Romana Szuchewycza – zastępcy dowódcy Batalionu SS „ Nachtigall ”, sprawcy pogromu Żydów i profesorów polskich oraz późniejszego dowódcy UPA, bezpośrednio odpowiedzialnego za rzeź Polaków i Ukraińców na Kresach – został wzniesiony w Buffalo w 1968 r. Z kolei pierwszy pomnik Stepana Bandery odsłonięto w Nowym Jorku w 1983 r. Natomiast od kilkunastu lat władze naszego Kraju nie zezwalają na postawienie w Warszawie pomnika dla uczczenia pamięci ponad 200 tysięcy ofiar banderowskiego ludobójstwa. (…)
Trzykrotnie odmówił Pan patronatu nad uroczystościami rocznicowymi organizowanymi przez środowiska kresowe. Stanął Pan po stronie banderowskich ludobójców hańbiąc tym majestat urzędu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Również Pierwsza Dama odmówiła patronatu nad konkursem dla młodzieży na temat wiedzy o Kresach RP, organizowanym przez Instytut Kresowy.
Na miano skandalu zakrawa fakt, że na Pański wniosek Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna po raz trzeci zdjął z porządku obrad przygotowaną już i zaakceptowaną przez wszystkie kluby poselskie uchwałę ustanawiającą 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Co gorsza, również z Pańskiej inicjatywy parlamenty Polski i Ukrainy mają podjąć uchwałę o tzw. pojednaniu między obu narodami, a dokument ten ma być ogłoszony w 65. rocznicę Operacji „Wisła”, która położyła kres banderowskiej irredencie na Rzeszowszczyźnie.
Ukraińcy i Polacy nie potrzebują pojednania, gdyż między obu narodami nie było i nie ma wzajemnych pretensji. Natomiast wybór daty ogłoszenia takiego dokumentu stanowi podeptanie pamięci Polaków bestialsko pomordowanych przez UPA i dalsze fałszowanie historii. Stanowczo żądamy wycofania się z tego projektu i ustanowienia przez Sejm 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian.
Tekst drugi:
„Dokładnie 70 lat temu 9 grudnia 1943 roku rozpoczęły się rzezie Polaków na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce. Tego dnia do wołyńskiej wsi Parośli wkroczył oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii dowodzony przez Hryhorija Perehijaniaka ps. Dowbeszka-Korobka. Aby zmylić mieszkańców wioski Ukraińcy przebrali się za sowieckich partyzantów. Upowcy po zabraniu żywności nakłonili Polaków, żeby dali się związać, co miało ich zabezpieczyć przed represjami żołnierzy niemieckich, którzy tępili współpracę z bolszewikami. Wtedy mieszkańcy Parośli zostali zabici. Zarąbani siekierami i wypatroszeni nożami. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Wszyscy. 150 osób. To był początek. Rzeź osiągnęła swoje apogeum w lipcu. Do mordowania Polaków, oprócz specjalnie wykuwanych noży i siekier, nacjonaliści ukraińscy używali toporów, orczyków, wideł, cepów, kos i pił, którymi przecinano ludzi niczym pnie drzew. Poza tym Polacy byli topieni w studniach, paleni i zakopywani żywcem. Noworodkom i niemowlakom rozbijano główki o twarde powierzchnie. Nabijano je także na płoty. Szczególną popularnością cieszyło się wycinanie płodów z łon ciężarnych i nabijanie ich na widły. Kobiety wielokrotnie gwałcono i obcinano im piersi. Na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce zamordowanych zostało około 130 tys. Polaków. Ich oprawcy w przeważającej większości pozostali bezkarni. Ba, ideologia wypracowana przez Banderę i upowców znalazła swój finał w odrodzonym państwie ukraińskim niemal wolnym od Polaków. Władze Polski, zarówno postkomuniści, jak i te wywodzące swe korzenie z Solidarności udają niepamięć. Mało! W czasie pomarańczowej rewolucji za Juszczenką stali spadkobiercy ideologii Bandery a wspierali go dzielnie najważniejsi obywatele Rzeczpospolitej Polskiej.”
Czy coś się zmieniło? Rządzą teraz ludzie mówiący o sobie patrioci. Gdy chodzi o wjazd kilkudziesięciu motocyklistów rosyjskich do Polski podnoszą klangor pod niebiosa i są gotowi wypuścić tę garstkę „Jaszczębi” na tego strasznego czekistę Putina. Gdy zaś przychodzi do kwestii Wołynia i Wschodniej Małopolski, nagle zaczyna się gadka o tym jak ważna jest Ukraina... I cyk, pyk 4 miliardy w kieszonkę bandy ichnich oligarchów. A dla zamknięcia gęby Kresowianom list. Jacyż oni wielcy patrioci!!!

Coraz częściej, szczególnie od czasu aneksji Krymu, zaczynam mieć wrażenie, że to Ukraińcy napadli na nas w 1939 roku i wymordowali miliony Polaków... Czy tę opowieść słyszałeś od p. Wandy osobiście?
OdpowiedzUsuń