Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 31 grudnia 2016

Czego żądać od Nowego Roku? Było, nie minęło (3).

grudnia 31, 2016 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Nowy rok za pasem, zatem wypada zastanowić się czego sobie i innym życzyć w 2017 roku. Po pierwsze pokoju. Dość już po naszym pięknym i nieszczęśliwym kraju pobawili się najeźdźcy wszelkiej maści. Dość już ludzi namordowali, dość nakradli i doprawdy wcale mi i całkiem dużej grupie Polaków nie brakuje tego rodzaju ekscesów. I Niemcy, i Rusy tutaj urzędowali i niezbyt mile są wspominani. Nie przez wszystkich niestety... Aby pokój dalej gościł na naszej ziemi, trzeba ostudzić umysły omamione przez demagogów wynajętych przez tych, którym zwyczajnie nie leży uspokojenie nastrojów. Demagogom tym życzę codziennych porannych baranków o solidny mur. Gdy już będziemy żyć w pokoju, przydałyby się pieniądze i wolność. Może w odwrotnej kolejności. Zatem im mniej państwa tym więcej pieniędzy i wolności. Ale wolności odpowiedzialnej, nie takiej, którą propagowali libertyni... Na koniec życzyłbym sobie oprócz zdrowia, szczęścia i słodyczy również tego by niektórzy ludzie przestali uważać Polaków za gorszych, albo lepszych. Każdy naród ma swoją historię i wnosząc po lekturach, którymi się ostatnio raczę mogę szczerze napisać, że nie mamy powodu do wstydu. Ba, osobiście jestem dumny z tego, że z żywiołu polskiego narodził się dzięki endekom, ludowcom i całej reszcie pracującym nad umysłami ciemnego ludu, narodził się naród świadomy swej polskości. Zresztą przeczytajcie co napisał na ten temat Wincenty Witos, przywołany w jednym z wcześniejszych tekstów.
W tym też celu setki posłańców, czyli emisariuszów krążyły po kraju, sposobiąc lud na wypadki, które niebawem miały nastąpić. Jeden z takich emisariuszów Wolański, w czasie swojej pracy w tarnowskim powiecie wstąpił do domku włościańskiego wdowy Głowackiej w Wierzchosławicach i prosił o sprzedanie mu trochę mleka, aby się mógł posilić, bo był zmęczony. Kobieta ugościła go czym mogła, dawanej zapłaty nie przyjęła mówiąc, że wstyd by było za taką drobnostkę kazać sobie płacić. Emisariusz widząc, że jej syn 12 letni Janek umie czytać i pisać i okazuje ciekawość do książek, zostawił mu na pamiątkę książkę, w której była opisana niedola naszego narodu, tudzież podane środki do rozkucia z kajdan ojczyzny. Chłopak nie posiadał się z radości; z książką nie rozstawał się nigdy.
Jednego razu goniąc krowinę, jedyną, jaką matka jego posiadała, na pastwisko, wziął ją też ze sobą, siadł i czyta po cichu. Kilku już starszych chłopów a między nimi i podwójci myśląc, że tam pisane o strachu pod mostkiem, lub o diable co w postaci psa na piękne przestraszył pijanego Bartka, mówią mu: „czytaj no Janek co tam masz w tej książce”.
Chłopiec ucieszony, że jego książka ciekawi gospodarzy, bierze od początku i czyta: „Ojczyzna nasza Polska, jęczy w kajdanach, ale my Polacy, jej synowie, wygonimy z niej wrogów, jakkolwiek oni się nazywają: Prusacy, Austriacy lub Moskale”. Chłopów na te słowa porwał szał nieopisany, ze wściekłością drapieżnych zwierząt przypadli do czytającego chłopca i kilka ciężkich pięści padło od razu na głowę dziecka, Polaka. „To ty jesteś Polakiem, ty będziesz wrogów wyganiał?” wołali wściekli z gniewu i gdy chłopiec upadł na ziemię pod razami pięści, kopali go obcasami, bili kijami, które mieli przy sobie dotąd, aż widzieli, że ich ofiara nie pokazuje znaku życia.
Matka zaniepokojona, że nie widać ani jej krowy, ani syna, chociaż jub było dobrze po południu, poszła na pastwisko i cóż za straszny widok przedstawił się jej oczom! Syn jej, ukochany jedynak leżał w kałuży krwi bez duszy ze starganymi włosami i podartym odzieniem przez tygrysów nie ludzi. Matka napłakawszy się, wróciła do wsi, uprosiła sąsiada, aby jej pomógł przynieść do domu skatowanego syna. No i jak wzięła chuchać i karmić, tak przy wołała jego ducha. Trzy miesiące pielęgnowała i ledwie jako tako przyszła do zdrowia ofiara owego cichego, spokojnego, pobożnego ludku, o którym tak wiele teraz mówią ci, którym więcej na tym zależy, aby mieli narzędzie do swoich samolubnych celów, niż przyszłość ojczyzny. Jan zaś Głowacki dumny, że cierpiał dla ojczyzny, nie dał sobie wybić z głowy tego, czego go książka nauczyła i stał się dobrym Polakiem, obywatelem. Skutek tego okazał się bardzo jawnie. W roku 1863, kiedy ów Głowacki brał czynny udział w powstaniu, okazał się wiernym synem Ojczyzny.
Płótnianka chłopska dobrze się zasłużyła. Do dziś dnia pracuje on dla Ojczyzny i tak: on pierwszy sprowadził do nas różne gazety a między nimi „Przyjaciela Ludu”, przyczynił się do założenia kółka rolniczego, a gdy upadło wskrzesił go na nowo, przyczynił się także do założenia katolickiego sklepiku, ale nie dostał poparcia ani od inteligencji, ani od ludu, bo naszemu ludowi trzeba przyznać, że nieźle gospodarzy, ale od żydowskich sklepików kijem go nie odpędzi. Wziął od ks. Sanguszki karczmę dla gminy, nie szczędząc przy tym kosztów i przykrości, ale nieporadność naszej reprezentacji gminnej oddała na powrót karczmę w ręce żydowskie, skąd bierze początek demoralizacja we wsi. Mówią, że ks. Sanguszko myśli na powrót oddać karczmę w ręce chrześcijańskie; daj Boże, aby to nastąpiło, póki się wieś nie zatopi w brudach żydowskich.

0 komentarze:

Prześlij komentarz