Kłapali dziobami, kłapali i oto stało się. Wnosząc po jazgocie podniesionym na portalach społecznościowych, rekonstrukcja zwaliła z nóg znaczne grono sympatyków złowrogiego ex-ministra Macierewicza. Totalna opozycja zaciera łapska i znacząco rechocze. Śmiejta się, śmiejta! A zrobicie kolejny pucz?
W gruncie rzeczy to mierzwa. I totalna opozycja, i podnóżki Kaczora straszliwego to właściwie najzwyklejsze marionetki. Mogą co najwyżej odrobinę nawywijać na naszej pięknej ziemi i napełnić sakiewkę mniej lub bardziej bezczelnie. Ciemny lud zaś ma być uciskany daninami w formie podatków dochodowych, ZUS-ów, VAT-ów, akcyz i czego tam jeszcze. I ogłupiany (co świetnie zdaje egzamin sądząc choćby po wynurzeniach panienki z Wyborczej o tym, że trzeba zrobić z Polski dwa państwa)...
Grzegorz Braun powtarza przy każdej okazji, że „Dobra Zmiana” to jedynie grupa rekonstrukcji historycznej Sanacji. Im bardziej wczytuję się w czasopisma międzywojenne, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wszystkie rządy po Okrągłym Stole w mniejszym lub większym stopniu czerpały wzory od sanacyjnych naprawiaczy. Nie wierzycie? A przeczytajcie tekst zamieszczony w jednym ze styczniowych numerów „Kuriera Warszawskiego” z 1938 r.:
Nauka proroka Pentuera, że nadmierny rozrost biurokracji państwowej i prywatnej jest niezmiernie szkodliwy — zdawałoby się — nikt temu nie będzie przeczyć i tego wcale nie trzeba dowodzić. Jednakże są ludzie przeciwnego zdania. Niezbyt dawno temu czytałem zachwyty pewnej autorki nad faktem „wzrastania w Polsce udziału pracy umysłowej,czyli inteligentnej, w ogólnym bilansie pracy” (tak mniej więcej wypowiedziała się owa autorka). Twierdzenie swoje autorka ta opierała na statystyce wskazującej, że wśród ogólnej liczby zarejestrowanych pracowników około 13% należy do kategorii „umysłowych”, a 87% do „fizycznych”, i że od dłuższego czasu odsetek pracowników „umysłowych” rośnie. To właśnie dało wspomnianej autorce powód do radości. Twierdzenia podobne można też spotkać w organach różnych zrzeszeń zawodowych, tytułujących się szumnie „światem pracy”, a grupujących pracowników bankowych, ubezpieczeniowych itp., których normalnie proletariat uważa za typowych burżujów! Warto jest więc zastanowić się nad tym, czy rozrost biurokracji to klęska, której trzeba przeciwdziałać, czy też zjawisko po- myślne, z którego należy się cieszyć.
Nie mam pod ręką książki Stanisława Szczepanowskiego „Nędza Galicji”, wydanej 60 lat temu, nie mogę więc przytoczyć dosłownie jego twierdzeń, że jedną z głównych przyczyn owej nędzy była nadmierna biurokracja, której ciężaru kraj nie mógł udźwignąć. Ale mam „Faraona” Prusa, gdzie opisuje on nie stosunki galicyjskie sprzed lat 60-u, lecz egipskie sprzed kilku tysięcy. W drugim tomie znajdujemy opis, jak młody następca tronu egipskiego zwrócił się do kapłanów o odpowiedź na dręczące go pytanie: dlaczego zmniejszają się dochody faraona i jego armia — i jak w świątyni Hator prorok Pentuer przedstawił mu poglądowo przyczyny upadku Egiptu i jego potęgi. Prawda, można powiedzieć, że to Prus włożył w usta Pentuera swoje własne poglądy. Jednakże przez to siła jego argumentów nie jest mniejsza, a warto dodać, że Prus umarł przed wojną i nie widział wzrostu liczby pracowników umysłowych w wolnej Polsce. Posłuchajmy co mówi Pentuer.
„Odsłonię ci, czym był Egipt 400 lat temu, a czym jest dziś. Kiedy pierwszy faraon tamtej dynastii objął władzę nad krajem, dochody skarbu państwa wynosiły 130 tys. talentów. Dziś roczny dochód jego świątobliwości jest wart tylko 98 tys. talentów. Czy jednak sądzicie, że faraon otrzymuje cały ten dochód? Za przykład opowiem wam, co jego dostojność Herhor odkrył w powiecie Zajęczym.
Za 19-ej dynastii mieszkało tam 20 tysięcy ludzi, którzy płacili podatku 350 talentów rocznie. Dziś mieszka zaledwie 15 tysięcy i ci płacą naturalnie na rzecz skarbu tylko 270 talentów. Tymczasem faraon zamiast 270 otrzymuje 170 talentów.
Dlaczego ? — spytał dostojny Herhor — a oto co pokazało śledztwo.
Za 19-ej dynastii było w powiecie 100 urzędników i ci brali po 1.000 drachm rocznej pensji. Dziś na tym samym terytorium, pomimo ubytku ludności, znajduje się przeszło 200 urzędników, którzy biorą po 2.5OO drachm na rok. Jego dostojności Herhorowi nie wiadomo, czy tak jest w każdym powiecie... W każdym razie zapamiętaj to książę, iż skarb faraona oddaje 24 tysiące talentów urzędnikom, gdy za 19 ej dynastii wydawał tylko 10 tysięcy”.
Wielkie milczenie panowało wśród dostojników: niejeden bowiem krewnego miał na urzędzie, w dodatku dobrze płatnym. Ale Pentuer był nieustraszony. „Oto jest Egipt dzisiejszy — mówił Pentuer — nędzni chłopi, bogaci pisarze,skarb nie tak pełny, jak dawniej”.
W parę lat później, już podczas kryzysu, rozmawiałem z innym kolegą o pewnej zamkniętej fabryce w Łodzi. „Przed wojną fabryka zatrudniała około 600 robotników, a personelu biurowo-administracyjnego miała trzy osoby, przy czym jedną był syn właściciela przedsiębiorstwa. To w zupełności wystarczało — i fabryka doskonale prosperowała. Ale po wojnie zaczęła się dziwna historia: zmniejszanie ilości robotników i zwiększanie personelu biurowego. Naturalnie pod naciskiem wymagań urzędowych, gdy fabryka doszła do 250 robotników, to pracowników umysłowych było już 20. No i dziś mamy wynik, że trzeba było wszystko zamknąć”.
Takich zamkniętych przedsiębiorstw, które nie wytrzymały rosnących kosztów własnych, było w Polsce bardzo dużo. Jedną z najważniejszych przyczyn naszego bezrobocia jest obciążenie przedsiębiorstw nadmiernymi kosztami własnymi. Jest to tak jasne, jak dla konstruktora maszyn parowych jasne jest, że im więcej szkodliwych tarć i oporów jest w maszynie, tym słabiej wyzyskaną parę trzeba wyrzucić w powietrze. Laik pomyśli, że właśnie w takim wypadku trzeba parę tym dokładniej wyzyskać, ale konstruktor wie, że jest to niemożliwe i że ją trzeba wcześnie wypuścić. Podobnie z przedsiębiorstw, nadmiernie obciążonych szkodliwymi kosztami, trzeba wyrzucać robotników. A po dojściu do pewnej granicy, trzeba je zamknąć. Albo można je prowadzić, dokładając do nich ze skarbu państwa, czyli z pieniędzy podatkowych. To znaczy kosztem obniżenia stopy życiowej wszystkich obywateli. Kosztem ich zubożenia, a nawet kosztem ich nędzy.
Tak było w Egipcie za faraonów, tak jest dziś.
E. Karbowski.

0 komentarze:
Prześlij komentarz