W 1937 r. Państwowy Instytut Naukowy Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach, Wydział Ekonomiki Rolnej Drobnych Gospodarstw Wiejskich zorganizował ankietę w sprawie zadłużenia takich drobnych gospodarstw. Jeden z poddanych ankiecie rolników przesłał jej odpis do Warszawskiego Dziennika Narodowego, dzięki czemu dziś możemy poznać, choćby fragmentarycznie, najgorszą stronę życia dużej części ludności zamieszkującej terytorium II RP. Prasa międzywojenna, szczególnie ta ludowa i narodowa, bardzo często donosiła o rozruchach, morderstwach, kradzieżach i innych przestępstwach, tych prawdziwych i tych wyimaginowanych, popełnianych na wsiach. Gdy wczytacie się w te opowieści zadłużonego rolnika, być może zbliżycie się do zrozumienia, dlaczego pojawiła się podczas drugiej wojny grupa tzw szmalcowników. Swoją drogą zastanawiam się jaki czynnik sprawił, że chłopi polscy nie poszli taką drogą jak choćby szowiniści ukraińscy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, skoro gnębili ich Żydzi, urzędnicy i sądy. Zapraszam do lektury.
Sprawa pierwsza; Przez parę lat obserwowałem sprawy w Sądach Rozjemczych, grodzkich i okręgowych, jako świadek naoczny. Np, sprawa moja w Sądzie Rozjemczym w Rawie Mazowieckiej, Wezmę tu jednego wierzyciela, Zelmana Cukra z Białej Rawskiej. W roku 1927 pożyczyłem od Z. Cukra 4100 zł, wpłaciłem mu 100 zł gotówką, procent był ułożony 3 zł od setki, w stosunku miesięcznym. Przez dwa lata i trzy miesiące regulowałem procenty wekslami, poniekąd, iż innych wierzycieli wypłacałem gotówką. Po dwóch latach i trzech miesiącach wierzyciel Z. Cukier wchodzi mi na hipotekę, tj w r. 1929, w miesiącu grudniu. Przychodzi ratunkowy Sąd Rozjemczy; ja sprawę wnoszę, że w roku 1927 w październiku, pożyczyłem sumę zł 4100, zł 100 wpłaciłem gotówką, weksle na zł 4.000 są to weksle procentowe. Sąd dopuszcza Z. Cukra do przysięgi, który zeznaje, że mi pożyczył zł 6600; po obliczeniu odsetek przez Sąd Rozjemczy wychodzi, iż jestem winien Z .Cukrowi 12 980 zł.
Sprawa druga: Z. Cukier zwierzył mi się swego czasu, że Andrzejowi Dobroszowi ze wsi Stanisławów, gm. Stara Wieś pow. Rawa, pożyczył sumę zł 3000 z czymś, a obecnie ma z procentami u A. Dobrosza zł 8000. Podupadły A. Dobrosz procentów nie płacił. Z. Cukier skarży go do Sądu Rozjemczego w Rawie Maz., w której to sprawie A. Dobrosz podaje mnie na świadka. Ja w sądzie zeznaję pod przysięgą co mi mówił Z. Cukier, jak również świadek inny — Jan Wieczorkiewicz ze wsi Stanisławów, Dobrosz płacił 5 i 6 zł procentu w stosunku miesięcznym. W Sądzie Rozjemczym moje zeznanie zostaje przez sąd odrzucone z powodu, iż jestem Z. Cukra dłużnikiem, Dobroszowi sąd zasądza sumę przeszło zł 10000 na rzecz Z. Cukra.
Sprawa trzecia zaczęła się w Sądzie Grodzkim w Mogielnicy o majątek Gorzeszkoty sprawa działową po zmarłym M. Lenarcie, gm. Lipie, pow. Grójec. Jedna z córek zmarłego, Waleria Szymańska przywłaszczyła sobie cały majątek o obszarze 51 i pół mórg. Trzy inne córki zmarłego, Maria i Lucyna Binkiewiczowe oraz Emilia Rusinowska, mieszkają o parę kilometrów od Gorzeszkot i kiedy która z tych trzech córek przyjechała odwiedzić chorego ojca, siostra ich W. Szymańska przez bicia i awantury starała się sióstr swych do ojca nie dopuścić. Po takich opresjach, po 7 miesiącach choroby ojca, wymusiła zapis rejentalny na chorym ojcu, tj 27 mórg, budynki, sad, który dał w roku 1930 12000 zł dochodu. Resztę ziemi ojciec zapisuje córce E. Rusinowskiej i mężowi W. Szymańskiej wypuszcza w dzierżawę.
Po śmierci ojca W. Szymańska nie puściła w posiadanie E. Rusinowskiej, która była zmuszona wnieść sprawę do Sądu Grodzkiego w Mogielnicy o eksmisję z majątku. Po okazaniu przez Szymańskiego w sądzie aktu dzierżawy kilkuletniej, Szymański sprawę wygrał. Druga córka E. Rusinowska sprzymierza się z siostrami Binkiewiczowymi i sprawę kierują do sądu o działy ziemi. Szymański opowiada, że sprawy nie przegra, bo ma pieniądze.
Trzy lata już mija, a końca sprawy nie widać. Pokrzywdzeni bardzo tą sprawą są zrujnowani. Była już druga wizja sądowa na miejscu: I Sądu Grodzkiego z Mogielnicy, II Sądu Okręgowego z Warszawy, gdzie wchodził w skład Sądu instruktor rolny z Grójca, p, Różycki, jako rzeczoznawca, który szacował dochody z gospodarstwa. Np, co do sadu, który w roku 1930 dał dochodu zł 12000, powiedział p. instruktor, iż sad ten obecnie nie jest wart nawet zł 200. Adwokat pokrzywdzonych powołuje się na owocarnię, mówiąc; „Panie inżynierze (gdyż p. Różycki zatytułował się inżynierem rolnym), po cóż ś.p. Lenart zrobił tak wielki wydatek na budowę owocarni, jeśli w sadzie jest tylko owocu za zł 200”.
P. Różycki owocarnię obejrzał i powiedział, że takową zaraz by zlikwidował, bo kiedy był profesorem w Puławach, to owoce przechowywali w podziemiach. P Różycki bardzo fatalnie szacował na rzecz pokrzywdzonych.
Sprawa czwarta (pomiędzy Urzędem Skarbowym w Rawie Maz. a płatnikiem i sekwestratorem): W roku 1937 ośmiu-morgowy gospodarz, St. Zaręba, ze wsi Wola Chojnata, otrzymał przez pomyłkę Urzędu Skarb. nakaz płatniczy podatkowy, który faktycznie był winien zapłacić Jan Stańczyk, właściciel 30 mórg. Po otrzymaniu nakazu płatniczego St. Zaręba zwrócił się w obecności dwóch świadków do sekretarza gminy, prosząc, aby sprawę załatwił w Urzędzie Skarbowym, gdyż w podatkach nie zalega. Tymczasem w dniu 6.02.37 przyszedł sekwestrator p. W. Pawłowski ze swoim pomocnikiem, robotnikiem Wł. Michalskim z Białej, którzy robili wrażenie pijanych i bez poprzedniego zawiadomienia Zaręby weszli do obory, celem zasekwestrowania krowy. Zaręba wówczas znajdował się w stodole odległej od obory o 100 metrów. Nadmienić trzeba, iż krowa była cielna i na dworze nie była przez trzy miesiące czasu, więc nie chciała wyjść, bo w dodatku na dworze było ślisko, wobec czego poborca W. Pawłowski bił ją kijem po bokach i nogami po brzuchu, to samo czynił jego pomocnik. Gdy żona Zaręby prosiła poborcę, aby krowy nie zabierał rzędu, gdyż mąż jej pójdzie do urzędu gminnego i przyniesie zaświadczenie, że w podatkach nie zalega, wówczas poborca wyraził się „Miech pani wynosi się do cholery”.
Po pobiciu krowy poborca pozostawił ją na miejscu, gdyż Zaręba okazał zaświadczenie, iż w podatkach nie zalega. Za 4 dni Zaręba przywiózł lekarza weterynarii, celem zbadania krowy. Przez przeciąg dwóch tygodni krowa nie jadła i nie piła, poroniła dn. 21.02, a miała się ocielić 10.03.37. Wobec tego Zaręba krowę sprzedał za zł 47, a oszacowana była przez świadków na zł 230. Po zarżnięciu krowy lekarz weterynarii wydał obdukcję, że krowa zdechła wskutek pobicia. Po zdechnięciu krowy poborca zaskarżył Zarębę do sądu, tj uprzedził go, aby winę złożyć na pokrzywdzonego, iż Zarębę nie dawał zabrać krowy, wyrywając postronek, do którego przywiązana była krowa. Sąd Zarębie zasądził parę miesięcy więzienia, poborcę uniewinnił.
Przed rozprawą sądową Zaręba złożył do rąk naczelnika Urzędu Skarbowego zaświadczenie gminy, iż w podatkach nie zalega, po które zgłaszał się aż sześć razy, a p. naczelnik nie chciał wydać, tłumacząc się w różny sposób, aby Zaręba nie miał się czym okazać przed sądem. Zaświadczenie gminy odzyskał Zaręba po rozprawie sądowej. Koszty związane z powyższą sprawą, tj lekarz, apteka, apelacja skargi i inne wynoszą zł 196.
Wskazane jest bardzo, aby Instytut Naukowy na rok przyszły nadesłał ankiety pod adresem St. Zaręby i innych podobnych Zarębów, aby się dowiedział, skąd się biorą długi na wsi.
Wskutek pomyłki Urzędu Skarbowego w Rawie Maz. i niegodziwego sekwestratora Pawłowskiego i tragedii tej zrujnowany Zaręba bierze się do kradzieży. Sąsiedzi to zauważyli i zaczęli pilnować pól, a gdy Zaremba niósł wiązkę prosa, Bąk sąsiad z Chojnatej Woli zastrzelił go. Zaręba do grobu — Bąk do więzienia. Mam zaszczyt zapytać się Instyt. Nauk., kto w tej sprawie jest winien”.

Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń