Tak to się dziwnie splotło, że w chwili gdy zastanawiałem się nad rolą i znaczeniem polityków w dzisiejszym świecie, dotarłem do bardzo ciekawego fragmentu w czytanych właśnie pamiętnikach Hipolita Korwin-Milewskiego (bardzo ciekawej postaci, którą nasi historycy niesłusznie pominęli w opowieściach o odzyskaniu niepodległości). Milewski – bogaty ziemianin z utraconych Kresów, odebrał z wybitnymi wynikami edukację w paryskich szkołach, wrócił do swojego majątku już po uzyskaniu doktoratu z prawa – nie owijał w bawełnę. Był uczciwy wobec siebie i innych aż do bólu. Przeczytajcie ten króciutki fragment:
„Od młodych lat, kiedym w początkach Republiki Francuskiej bliżej się przypatrzył sprężynom nowoczesnej polityki krajów swobodnych,przekonałem się, że plagą, istną trucizną prawie wszystkich tych krajów, jest to polityk zawodowy. Typ ten północni Amerykanie pod nazwą „Politician” stawiają w skali swego poważania na jednym prawie poziomie z prostytucją. Franciszków z Asyżu lub Wincentych a Paulo w polityce nie ma. Ale kiedy jaki obywatel, mając dostatecznie zapewniony chleb powszedni, puszcza się w politykę z ambicji, bo pragnie rozgłosu swego nazwiska, sławy dla swego potomstwa, choćby upajającej tyle ludzi potrzeby władzy i wpływu nad innymi, lub też z dyletantyzmu i miłości własnej artystycznej, to można się spodziewać, że wytęży swoje siły ku zastosowaniu tego, co w jego przekonaniu wygląda najkorzystniej dla sprawy publicznej, bo jej powodzenie wiąże się z jego własną ambicją. Zupełnie inaczej z tym politykiem zawodowym, który szuka w tej polityce nie tylko sytuacji społecznej lub światowej, której mu urodzenie i przeszłość nie dały, lecz nawet swego własnego bytu materialnego. Skoro na polityce spoczywa i komorne mieszkaniowe, i befsztyk powszedni, i rachunki krawca lub praczki, to taki rzemieślnik polityczny uprawia politykę tak, jak szewc szyje buty lub krawiec marynarkę:. Nie robi ich spiczastymi lub zaokrąglonymi, obcisłymi lub szerokimi, podług swoich przekonań o estetyce, lecz podług tego, co się lepiej sprzedaje. A że jego stanowisko zależy wyłącznie od upodobania mniej lub więcej licznych grup i tłumów, więc koniec końców jego zasadą stają się historyczne słowa pseudotrybuna Ledru - Rollin w 1849 >Il faut bien que je les suive - puisque je suis leur chef< (w wolnym moim tłumaczeniu: >Muszę iść za nimi, ponieważ jestem ich przywódcą<).”.
Wprawdzie nie ze wszystkim się zgadzam, bo dziś co trzeźwiejsi i w naszym pięknym oraz nieszczęśliwym kraju stawiają prostytutki ponad politykami, ale cała reszta to wierny obraz rzeczywistości. Także dzisiejszej. Wiem, wiem. Milewskiemu do głowy nie przyszłoby, że można sprzedawać podarte spodnie, ale to drobiazg. Najbardziej rzucająca się w oczy różnica między tamtymi czasami a teraźniejszością jest taka, że dziś raczej nie ma ludzi, przynajmniej w Polsce, którzy posiadając znaczny majątek, wkładaliby ręce z własnej, nieprzymuszonej woli w polityczne bagno (o Palikocie pamiętam, ale on zanurkował w ten szlam z poruczenia starszych i mądrzejszych).
Drugą różnicą między przełomem XIX i XX wieku a naszymi czasami jest to, że wtedy człowiek uważający się za poważnego polityka wiedział o sprawach, które mu poruczono wszystko lub prawie wszystko, zaś dziś... szkoda słów. Wystarczy dotrzeć do sprawozdań (stenogramów) posiedzeń komisji sejmowych by zorientować się, że zasiadają w nich w gruncie rzeczy ludzie merytorycznie nieprzygotowani. Spójrzmy choćby na fragment takiego sprawozdania, które przytoczyłem w poprzednim poście. Jest ono dostępne na stronach sejmu (tutaj), więc pozwoliłem sobie rzucić na nie okiem. W skład Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży wchodzi 41 posłów. Przewodniczącym jest Rafał Grupiński z PO, który ma (uwaga!) 5 zastępców. Posiedzenie Komisji, z którego obrad fragment przytoczyłem poprzednio, odbyło się 21 czerwca 2018 r. Zachęcam do rzucenia okiem na ten dokument, abyście wyrobili sobie opinię o poziomie kompetencji posłów i posłanek do niej należących. Przykładam do tego dużą wagę z racji wynagrodzeń płynących za funkcje kierownicze w komisjach, podkomisjach stałych i podkomisjach nadzwyczajnych. W ramach przywołanej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży funkcjonuje 8 podkomisji, które mają przewodniczących i zastępców (różnych! - to ważne, bo kasa płynie do funkcyjnych).
Moim zdaniem nie błysnęli intelektem. Mieli okazję posłuchać choćby Dyrektora BN i nie skorzystali na tym nadmiernie. Pośmiałem się odrobinę z Rafała Grupińskiego (co mu się należało jak psu kość), ale należałoby się to właściwie wszystkim, którzy zabrali głos po wysłuchaniu sprawozdań od technokratów. Nie da się inaczej! Tu poważni ludzie opowiadają o stanie czytelnictwa, o sytuacji bibliotek, a tu mądrale zaczynają ględzić o tym, że książki sprzedają w supermarketach i to normalnie mało wartościowe. A lekarstwem na to może stać się przekształcenie księgarń w miejsca, do których zapraszani będą autorzy. Gdy zaś poseł Brynkus od Kukiza zwrócił uwagę, że „w niektórych bibliotekach szkolnych znajdują się książki, które w ewidentny sposób propagują totalitaryzm – książki zatytułowane np.: >Stiepan Bandera i ja<”, poseł Grupiński i Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska jednym głosem zawyli, że nie można cenzury wprowadzać. Witki opadają! Naprawdę poczytajcie ludziska, a potem wskażcie punkty, z którymi się w mojej pisaninie nie zgadzacie. Zapewniam szura, który proponował mi wyładowanie agresji rozbijając butelkę, że nigdy mi do chłopskiego łba nie przyszło by tak pozbywać się złości. Zaś co do „Wspomnień” Milewskiego, to wydał je Coryllus i z ręką na sercu, jeśli macie otwarte głowy, warto zainwestować te kilkadziesiąt zł.

Nie całkiem prawda (rzez o majątkach posłów). Są bogaci, (Jakubie z Kukiza, sam premier Morawiecki) a z upływam kadencji jeszcze się bardziej wzbogacą.(posłowie PiS).
OdpowiedzUsuńCo do Jakubiaka to racja. On mógł pójść do polityki dla idei, ale Morawiecki szczerze wątpię. Nie w to, że gościu nie miał szmalu. Sądzę, że to wrzutka jakichś mądrzejszych.
Usuń