Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 29 grudnia 2018

O tym jak strzelano w powiecie wileńsko-trockim

grudnia 29, 2018 Posted by Onufry Okowita , , , , , No comments

Sylwester się zbliża wielkimi krokami. Już niemal widać go gołym okiem. Sporą część ludności (głównie chłopy) ogarnął amok i biega po jarmarkach, targach, sklepach, galeriach handlowych w poszukiwaniu... najbardziej „jebutnych” fajerwerków. Trzymając te „cuda” w łapach, wyobrażają sobie chwilę, gdy odstawią na chwilę flaszkę z „szampanem”, odpalą lont i z zadartą w górę głową, będą wypatrywać kolorowego „jebutnięcia”. Gdy huknie, zaś na ciemnym niebie wykwitnie szybko niknący kwiat, oni połykając pośpiesznie alkohol, wykrzywiając mordeczki w uśmiechach poszukają ust swoich lubych i wciskając w nie jęzory wyszepczą: „wszystkiego najlepszego kochanie”.
Rzecz jasna nie będą strzelać wszyscy. Mnóstwo ludzi ma w domach zwierzaki i troszczą się o nie, czasem bardziej niż o siebie. Tacy będą zwierać uzębienie i ściskać pięści by nie „jebutnąć” strzelającemu bydlakowi. Bo ten bydlak wcale nie musi być bydlakiem. Po prostu raz na jakich czas dostaje palmy i musi strzelić. Nie dla wszystkich strzelających pies to maszynka do zostawiania odchodów na trawnikach. Przez 365 dni w roku...
Media społecznościowe i te mętstrimowe kipią od apeli aby zrezygnować z fajerwerków. To z roku na rok daje coraz lepsze rezultaty. Zobaczymy jak będzie za kilka dni.
Mimo wyrzekań ludzi troszczących się o samopoczucie zwierząt, wcale nie żyjemy w ciekawych czasach. Niedługo przed drugą wojną światową w starostwie wileńsko-trockim wybuchła u psów epidemia wścieklizny. Starosta Stanisław Trytek (ciekawa postać – warto wyguglować) zarządził, że wszystkie psy muszą stać na uwięzi, te wyprowadzane na spacer muszą chodzić na smyczy zaś na pyskach mają mieć kaganiec. W przeciwnym wypadku mogą być zastrzelone. Zajmowali się tym jakieś smętne typy o mentalności bestii, którzy walili z dubeltówek jak leci. Józef Mackiewicz podkreślił, że postrzelone psy nieraz konały długie godziny wyjąc, a nawet płacząc niczym dzieci. W „Słowie” z 5 stycznia 1939 roku zamieścił na ten temat dłuższy tekst, którego część poniżej przywołuję.
„Właściciel sklepu w Czarnym Borze Piotr Żeleźniakow, ma dwa psy. W październiku ub. r., po wybuchu epidemii„walki z wścieklizną”, jak to się mówi, dla świętego spokoju wiezie swe psy do kliniki weterynaryjnej Bakuna w Wilnie i robi im zastrzyki. Kosztuje, bo kosztuje. Zastrzyk 15 zł. Płaci za dwa 30-ci, bo lubi swoje psy. Kto zresztą, nie lubi swoich psów? Chyba człowiek zły. — Mniejsza, ma spokój na razie. — Po niejakim miesiącu objeżdża teren jakiś felczer urzędowy. Dowiedział, obejrzał, zrobił poważną minę, rozkazał psy trzymać na łańcuchu i prócz tego jeszcze w kagańcu. Pojechał.
Od tego czasu nic się nie zdarzyło w okolicy. Przeszły sprawnie wybory, śnieg spadł... Ot sobie, ludzie żyją, wiadomo, jak na wsi.
Dlaczegoś właśnie w grudniu idzie urzędowy papier do gminy rudomińskiej:
„POLECAM... zastrzelić psa Piotra Żeleźniakowa...”
starosta Trytek.
Nad papierem tym można by się było trochę zastanowić, gdyby kto chciał: dlaczego „psa” a nie „psów”, boć Piotr Żeleźniaków ma ich dwa? Skoro zaś już tylko jednego, to właściwie którego? Czarnego, czy też żółtego? A? A może tak, na chybił trafił, który się prędzej nawinie? Czy pan wójt wie którego?Ale czy pan wójt śmie się przeciwstawić nakazowi pana starosty? — Oczywiście - nie.
Więc papier wędruje do sołtysa:
Wykonać — wójt
Strasznie przykra rola sołtysa. Co on właściwie winien, że mu narzucają rakarskie funkcje. Funkcje, słusznie, czy niesłusznie, ale przez ludność traktowane jako poniżające. Ale czy sołtys śmie przeciwstawić nakazowi pana wójta? Oczywiście — nie.
Bierze więc dn. 2 bm dwóch ludzi, uprawnionych do zabijania psów, te właśnie „typy”, o których urzędowe sprostowania twierdzą, że są bezwzględnie dodatnimi. Pożyczają u leśniczego dubeltówkę i idą do Żeleźniakowa. Przychodzą. Obydwa zupełnie zdrowe psy są w domu, ściślej w pokoju. Proszę sobie teraz wyobrazić kolizję praworządnej sytuacji obywatela z... „poleceniem” pana Trytka: kazał jednego z jego psów zastrzelić. Więc gdzie, w pokoju?! Może w natłoczonym sklepie? — Strzelać loftkami pomiędzy meble i święte obrazy! Co to ma być: „Paweł i Gaweł?!”. Czy też wyciągnąć skowyczącą zwierzynę za łapy spod stołu, przy którym siedzą gospodarze, na ulicę! — Jest godzina 11 rano. Tuż przystanek kolejowy, tuż jeszcze dwa sklepy. — Kolonia letniskowa, skrzyżowanie ulic „Mickiewicza” i „Kolejowej”. Ruch, ludzi pełno. Gdzie dokonać egzekucji, gdzież „wykonać polecenie”.
Ludzie, jak to wiadomo ludzie, stoją bezradni, zbiera się tłum. Nie pierwszy to, niestety nie ostatni wypadek, gdy teoretyczny nakaz administracyjny stawia ich w kłopotliwą sytuację. A zresztą jak tam z tym prawem? hę?
Żeleźniakow odmawia wydania na śmierć swego psa. Sołtys pertraktuje z nim w sklepie, a tymczasem „typ” z dubeltówką stoi na ulicy, na której zbierają się o tej porze liczni przechodnie. Mija godzina.
Właśnie w tej chwili przejeżdża saneczkami, w jednego konika zaprzężonymi, młody chłopiec. Jest to 10-cio letni Kuczko ze wsi Borkowszczyzna. Koło konia biegnie piesek chłopca. Ten klęczy na sankach, targa lejcami, jedzie środkiem ulicy... Dochodzi dwunasta w południe... Nagle dzieje się coś niesłychanego!
...Typ z dubeltówką skierowuje lufy... Ludziom dech w piersiach zaparło! Bój się Boga! — Bach!!! —- Pada strzał. Przecież mógł zranić kogo, albo chociaż i konia! Istotnie koń staje dęba. Chłopiec z krzykiem rzuca się w bok, blady jak śnieg, po którym jechał przed chwilą. Ale tylko piesek, biedny piesek zaskowyczał straszliwie i w przedśmiertnych konwulsjach kona pośrodku ulicy, po której cieknie krew.
Na miły Bóg! Za co? Dlaczego tak się dzieje?! Dlatego, że pies nie był na smyczy?
Ludzie rzucili się na strzelającego! Z pięściami, z kijami, może by doszło do zabójstwa, wyrwano mu dubeltówkę, zdarto rzemień, chciano połamać. Omal nie pobito przy tym sołtysa. Tumult, wrzask, awantura! A jeżeli już mamy mówić językiem urzędu starościńskiego: to zakłócenie spokoju publicznego w najjaskrawszym tego słowa znaczeniu, które wywołał... Kto? Może czytelnik zechce dopowiedzieć.”

0 komentarze:

Prześlij komentarz