Minęło dziś właśnie osiemdziesiąt lat od sławetnego paktu Ribbentrop – Mołotow. Ustalono w nim kilka spraw, przed bardzo bliską wojną. Na pierwszy ogień poszły państwa bałtyckie. Zadecydowano o losie Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii. Sprawą drugą, a dla naszych przodków najważniejszą, był podział Polski. W pierwszym pakcie nasz piękny i nieszczęśliwy kraj miał zostać podzielony inaczej, niż miało to miejsce po wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku. Sowieci mieli rozgościć się za linią Wisły, czyli o wiele dalej niż w zaktualizowanej wersji paktu.
Historycy przekonują nas dzisiaj, że strona polska nie miała pojęcia o tym co znalazło się w dokumencie podpisanym 23 września. Jego treść znali Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi... Nie przekazując tej wiedzy rządowi polskiemu mieli nas zdradzić. Bez niej Naczelny Wódz i jego kamaryla nie mógł wprowadzić poprawek do planu wojny z Niemcami. Jak tam było, tak tam było. Sądzę, że nawet jeśliby ówczesna władzuchna takową wiedzę posiadała, nie zmieniłaby zbyt wiele. Może dotarłoby do ich odpornych na fakty mózgownic, żeby wiać wcześniej, a może dalej tkwiliby w stuporze i nie wierzyli, że wojacy towarzysza Stalina wjadą na czołgach na polskie Kresy.
Wszystko to jest okropnie zawikłane. Prasa polska podawała do publicznej wiadomości na początku sierpnia, że wojska niemieckie stoją zmobilizowane tuż za granicą, zamieszkali po polskiej stronie Niemcy wiali całymi rodzinami do swoich rodaków, a polski rząd kłapał buńczucznie dziobem, nie robiąc niemal nic w przygotowaniu kraju do wojny.
Przypomnę dziś artykuł Józefa Mackiewicza z 23 sierpnia 1939 roku. Wynika z niego, że nie wszyscy w Polsce oślepli, jednak ich głos był kompletnie lekceważony.
„Podział państw bałtyckich
Depesza „Kurjera Warszawskiego”
Cała prasa warszawska powtarza dziś wczorajszą sensacyjną depeszę „Kurjera Warszawskiego” o planach podziału państw bałtyckich między Niemcy i Rosję.
Depesza „Kurjera Warszawskiego” brzmi jak następuje:
Według wiadomości z Moskwy, w kołach, zbliżonych do ludowego komisariatu spraw zagranicznych utrzymują, że ambasador niemiecki, hr. Schulemburg, podczas ostatniej audjencji u Mołotowa miał mu w imieniu rządu berlińskiego, między innemi, zaproponować podział państw bałtyckich pomiędzy Trzecią Rzeszą a Rosję sowiecką. Podział ten miałby nastąpić podług linji Dźwiny, to znaczy, że Litwa i część Łotwy odeszlaby do Trzeciej Rzeszy, pozostała część Łotwy i Estonja do Rosji sowieckiej. Co się tyczy Finlandji, to w stosunku do niej rząd Trzeciej Rzeszy pozostawiłby wolną rękę Rosji sowieckiej.
Wzamian za to rząd sowiecki zaniechałby rozmów z Anglją i Francją w sprawie zawarcia trójporozumienia polityczno - wojskowego oraz zobowiązałby się do życzliwej neutralności wobec Trzeciej Rzeszy na wypadek konfliktu niemiecko – polskiego.
Podział państw bałtyckich, według oświadczenia hr. Schulemburga, miałby stanowić wstęp do przyjaznego współdziałania pomiędzy Trzecią Rzeszą a Rosją sowiecką w sprawie ustanowienia nowych porządków w świecie, które położyłyby kres hegemonji brytyjskiej, jednakowo sprzecznej, zdaniem rządu niemieckiego, z życiowemi interesami zarówno nowej Rzeszy, jak i nowej Rosji.
Według informacyj, pochodzących ze wspomnianych wyżej kół, Mołotow miał odrazu odrzucić propozycje hr. Schutenburga, ustosunkowując się do nich wręcz pogardliwie i odmówił ich urzędowego przedstawienia Stalinowi.
Jest rzeczą godną uwagi, że powyższe wiadomości znajdują potwierdzenie również w kołach, zbliżonych do ambasady niemieckiej w Moskwie. Koła te wręcz utrzymują, że hr. Schulenburg, postępujący ściśle według wskazówek Berlina, miał być przekonany, że fakt zawarcia sowiecko - niemieckiego porozumienia handlowego jest dowodem, że już nadszedł czas do wszczęcia rozmów politycznych z rządem sowieckim w celu ukształtowania stosunków pomiędzy Trzecią Rzeszą a Rosją sowiecką w myśl nowych koncepcyj politycznych hitleryzmu.
Depesza mówi wprawdzie o tem, że Mołotow miał rzekomo odrzucić plan hr. Schulenburga, niestety jednak opiera się narazie tylko na pogłoskach, które nie zdają się być zgodne z logiką sowieckiej polityki nad Bałtykiem.
Przeciwnie plan podziału państw bałtyckich wydaje się zupełnie konsekwentnym wynikiem porozumienia niemiecko - sowieckiego, które nastąpiło w tak nieoczekiwanej porze i formie.
A przed tygodniem jeszcze nikt nie wierzył!
Jest rzeczą charakterystyczną, że ta sama prasa polska, która powtarza dziś depeszę „Kurjera Warszawskiego", przed tygodniem jeszcze, za wyjątkiem czterech czy pięciu pism prawie zupełnie zignorowała nasze reportaże z państw bałtyckich i wywiad mój z posłem Rzeczpospolitej w Tallinie.
Tymczasem właśnie „Słowo" — było pierwszem pismem, które usiłowało zaalarmować naszą opinję, wskazując jej niebezpieczeństwo dla Polski, płynące z politycznej gry Sowietów nad Bałtykiem. Nie zapominajmy, że wywiad z naszym ministrem pełnomocnym w Tallinie, jakkolwiek w treści swej ubrany w ostrożną formę dyplomatyczną, był pierwszą i jedyną oficjalną enuncjacją polską w sprawie bałtyckiej polityki sowieckiej.
Ale przeszło się na tem do porządku. Fatalna fikcja, rozpanoszona u nas, przeżera już nie tylko obyczaje, ale psychikę narodu. Wierzymy i widzimy to tylko, co widzieć chcemy, a nie to, co jest zgodne z rzeczywistością. Ponieważ niepopularnem było w tej chwili wskazywanie na sowiecką dwulicowość, tedy nikt nie chciał jej widzieć, chociaż konkretny jej obraz w postaci sowieckich koncepcyj „pośredniej agresji", podsuwaliśmy pod nos naszej opinji.
Widmo najgorszej ewentualności
Dzisiaj doczekaliśmy się porozumienia sowiecko - niemieckiego. Pisałem o niem w korespondencji z Rygi przed półtora tygodniem, że widmo tego porozumienia jest najstraszniejszą ewentualnością, jakąby oczekiwać mogły państwa bałtyckie. Oznaczałoby niemal koniec ich bytu niepodległego. Rzecz ta omawiana była już dawniej, zawsze z przerażeniem w państwach bałtyckich, a zapewne konkretnie przygotowywana w planach berlińskich, których najcharakterystyczniejszą cechą była zawsze bezwzględność metod politycznych.
Do czego dążą Sowiety?
Dlaczego Sowiety nie miałyby pójść na podział państw bałtyckich z Niemcami? Moskiewskie metody bardziej są zbliżone do totalnych Niemiec, niż państw zachodu. W tej sprawie zawsze łatwiej jest im się dogadać z Berlinem, niż Londynem, który na pewno jednem pociągnięciem ołówka nie zdecydowałby się wydać niepodległości państw bałtyckich na żer komunizmowi. Wykazały to zresztą trudności rozmów i konferencyj moskiewskich.
Pisałem, że Sowiety prowadzą nad Bałtykiem politykę Piotra Wielkiego, a raczej chcą odrobić to, co z tej polityki straciła Rosja po rewolucji. Kronsztadt i dzisiejszy Leningrad, to nie „okno”, to zaledwie „lufcik” do Europy. Sowietom potrzebny jest stary Rewel, Tallin, dla baz morskich, potrzebny jest system wysp, potrzebny jest oddech morza Bałtyckiego i panowanie zupełne nad zatoką Fińską, która w tej chwili jest w posiadaniu Finlandji i Estonji, w każdej chwili może być w posiadaniu tych wielkich mocarstw, które osiągną wpływ na politykę małych republik.
Dla polityki Sowietów polityka Hitlera obecnej chwili wytwarza maksimum dogodnych możliwości.
„Daj Boże Rosji taką politykę zagraniczną”
W Tallinie poznałem utytułowanego Rosjanina, arystokratę starego rodu, pozostającego na służbie dyplomatycznej pewnego zachodniego mocarstwa, wszelako patrjotę rosyjskiego po dawnemu. Ten z krwi i kości wróg bolszewizmu powiedział przecie:
— Jeżeli chodzi o interesy Rosji, to daj Boże, aby przyszły carat, czy rząd narodowy rosyjski potrafił prowadzić tak mądrą politykę zagraniczną, jaką dziś prowadzą Sowiety.
Ale ta mądra polityka zagraniczna carów w interesie Rosji, nigdy nie leżała w interesie Polski, jak dziś nie leży w naszym interesie — interes Sowietów.
Dawniej: podział wpływów. Dziś: podział terytorjów
Jak równie wrogi jest nam interes Niemców nad Bałtykiem. Naszem hasłem było zawsze: ani Niemcy, ani Rosja! — Koncepcją polską był związek sojuszniczy państw od Bałtyckiego do Czarnego morza.
Tej „barjerze" przeciwstawiali zawsze Niemcy bałtyccy koncepcję: „pomostu” pomiędzy Niemcami i Rosją.
Koncepcję, która za czasów Rapallo doszła do punktu kulminacyjnego, a wiele lat jeszcze propagowana później jako wytyczna niemieckiej racji stanu. Propagowali ją zarówno tamtejsi liberałowie polityczni, jak dr. Schiemann w Rydzy, czy Amande w Tallinie, jak konserwatyści tej miary co baron Frick. Koncepcja wyraźnie sprzeczna z interesami Polski, popierana przez Stresemanna, przez Hindenburga i wszystkie rządy niemieckie, przycichła dopiero po przewrocie hitlerowskim w Berlinie. Stosunek Hitlera do Bolszewji odebrał jej rację bytu. Z chwilą jednak, gdy stosunek ten uległ zmianie, koncepcja „pomostu” odzyskuje nie tylko swą dawną rację, ale przybrać może nowe, gwałtowniejsze, hitlerowskie formy i przeistoczyć stare, łagodne plany podziału wpływów na — podział terytorjów.
Jedyny argument przeciw
Jeden tylko argument przemawiać może za tem, iż Mołotow odrzucił koncepcję Schulenburga, a Sowiety nie pójdą na ściślejszy udział w konszachtach i niemieckich planach bałtyckich.
To ten, napozór apolityczny i nie istotny w dyplomacji, a przecież coraz bardziej przekonywający: Hitlerowi nikt już nie wierzy, a przez to samo, wszelkie pakty, umowy i traktaty, które łamie w nieskończoność, — nie mogą mieć większego znaczenia praktycznego.”
J. M.

0 komentarze:
Prześlij komentarz