Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

środa, 2 września 2020

Zamach na Lenina i putinowe bzdurzenie

września 02, 2020 Posted by Onufry Okowita , , No comments

(Tekst archiwalny) 30 sierpnia 1918 roku Fanny Kapłan przeprowadziła zamach na Włodzimierza Lenina po wiecu w Zakładach Michelsona w Moskwie. Został on w jego wyniku którego ciężko ranny. Oddała trzy strzały, z których dwa trafiły. Za szczenięcych lat, zanim trafiła do carskiego więzienia nazywała się Feiga Chaimowna Rojtblat-Kapłan. Strzelała do Lenina bo „zdradził rewolucję”... To co zdarzyło się później opisał Victor Sebestyen w książce „Lenin. Dyktator”. Oto jej fragment:

”Czeka spuszczono z łańcucha. W Piotrogrodzie pięciuset więźniów – Zinowjew nazwał ich zakładnikami – zostało natychmiast „straconych w rezultacie terroru ogłoszonego po morderczym zamachu na Włodzimierza Iljicza i zabicie Urickiego”. W następnym miesiącu przyszła kolej na trzystu następnych. Byłych carskich urzędników i eserowców rozstrzeliwano publicznie. W Niżnym Nowogrodzie czterdzieści jeden osób stracono po południu po zamachu na Lenina. Ich nazwiska zostały opublikowane, a lokalna Czeka ostrzegła, że „na każde morderstwo komunisty albo próbę takiego morderstwa odpowiemy rozstrzelaniem burżuazyjnych zakładników”. W Kronsztadzie marynarze przetrzymywali około czterystu więźniów od kilku miesięcy. Następnego ranka nie było już nikogo: wszyscy zostali zabici.
To samo działo się w całym kraju. Swierdłow, pełniący teraz obowiązki szefa rządu, dostawał nieustannie wiadomości od komisarzy, których wysłano na prowincję. Stalin, który w Carycynie nadzorował wojnę z kułakami, zatelegrafował do Moskwy dwa dni po próbie zabójstwa, donosząc o dziesiątkach aresztowań i egzekucji: „Dowiedziawszy się o podstępnym zamachu kapitalistycznych najemników na życie największego rewolucjonisty, przywódcy proletariatu (...) odpowiedzieliśmy na ten nikczemny atak zorganizowaniem systematycznego masowego terroru przeciwko burżuazji i jej agentom”. Łącznie wydano 6185 wyroków śmierci w ciągu dwóch miesięcy po postrzeleniu Lenina. Jest jednak prawdopodobne, że zabito znacznie więcej ludzi. „Musimy raz na zawsze położyć kres papistyczno-kwakrowskiej gadaninie o świętości ludzkiego życia” – powiedział Trocki, usprawiedliwiając terror. Od teraz praktycznie nic nie ograniczało działalności Czeka. Uzyskała gwarancje, że właściwie może robić to, co zechce.”
Każdego zwykłego człowieka, odznaczającego się choć średnio rozwiniętą wyobraźnią, ogarnia przynajmniej zdumienie. Bardziej wrażliwych przerażenie. Bo jakże tak? Jedna zniszczona więzieniem kobiecina strzela do faceta, a jego podwładni skazują na śmierć ponad 6 tys. ludzi? Nie drodzy czytelnicy i drogie czytelniczki! Te 6 tys. są drobiazgiem. Zamach stał się wymarzonym wprost pretekstem do wprowadzenia terroru. Ale o tym za chwilę.
Przywołam tutaj słowa obecnego przywódcę Rosji Władimira Władimirowicza Putina na temat polskiego dyplomaty Józefa Lipskiego: „Łajdak, antysemicka świnia, inaczej powiedzieć się nie da. W pełni solidaryzował się on z Hitlerem w jego antysemickim nastawieniu i, co więcej, obiecywał wystawić mu w Warszawie pomnik za niegodziwości wobec narodu żydowskiego.”
Gdy przeczytałem tę wypowiedź od razu przyszedł mi na myśl właśnie wspomniany wyżej zamach. A właściwie to co się działo po próbie mordu na Leninie. I nie ten ugładzony tekst Sebastyena. Ale to co w rzeczywistości wyprawiali bolszewicy z legitymacjami CzeKa w kieszeniach. Pisał o tym rektor Uniwersytetu Batorego w Wilnie Marian Zdziechowski w książce „W obliczu końca” (pisownia oryginalna – zgodna z panującymi ówcześnie zasadami):
„Zestawmy zamach, którego ofiarą padł car Aleksander II, z zamachami na Uryckiego, szefa czrezwyczajki w Petersburgu, i na Lenina. Osoba cara była w oczach Rosji święta, był więcej, niż pomazańcem Bożym, był zastępcą Boga na ziemi. Mord na nim dokonany wywołał w społeczeństwie wrażenie wstrząsające, oburzenie nie znało granic, ale sędziowie kierowali się nie uczuciem ślepej zemsty, lecz sprawiedliwością; skazali na śmierć pięciu uczestników, których winę udowodniono, tymczasem po zamachach na Uryckiego i Lenina mordowano nie tysiące, lecz dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nic wspólnego z zamachem nie mieli, mordowano nie w Petersburgu tylko i Moskwie, lecz po wszystkich miastach i miasteczkach Rosji.
Po co, dlaczego? Odpowiedź znajdujemy w prasie ówczesnej:„Za śmierć jednego z naszych — pisała Krasnaja Gazieta — zapłacą tysiące naszych wrogów, dość sentymentalizmu; damy im lekcję, śmierć burżuazji oto nasze hasło”, albo: „tysiącami zabijać ich będziemy, niech topią się we własnej krwi; krwi, więcej krwi"! — „Proletarjat — pisały Izwiestja — odpowie na zamach na Lenina tak, że burżuazja cała aż zadrży z przerażenia”, „Niech hymnem robotników — krzyczała Prawda — będzie odtąd hymn nienawiści i zemsty”. — A „wielki” i umiarkowany Radek, który tylu ma u nas wielbicieli, tak pisał: „Wyroki śmierci na te lub owe jednostki z pośród burżuazji, choćby nie uczestniczyły w białym ruchu, są pożyteczne, jako środek odstraszający od zamachów. Ma się rozumieć, że na zabójstwo każdego pracownika naszej robotniczej rewolucji odpowiedzieć musimy ścięciem przynajmniej 10-ciu głów”. — Tylko dziesięciu. O ileż dalej szły proklamacje urzędowe: „Na każdy akt białego terroru — ogłaszał moskiewski komisarz wojenny — robotnicy odpowiedzą masowym, bezlitosnym, proletarjackim terrorem”. Zdawałoby się, że zapowiadając masowe rzezie, miał on na myśli dorosłych, gdzie tam, dzieci także: „tysiącami mordować będziemy synalków białogwardzistów”.Wszystko to było w zgodzie, ze słowami Lenina: niech zginie 9/10-ych narodu rosyjskiego, byleby 1/10-ta dożyła do rewolucji wszechświatowej.(...) Kannegiesser i Kapłanówna, przystępując do czynu swego,wiedzieli, że nie minie ich śmierć, śmierć straszna, poprzedzona torturami. Bez względu na to, czy ich czyn zasługuje na potępienie, czy nie, podziwiać należy jego heroiczność.
Jeden z głównych współpracowników Dzierżyńskiego, Peters,z pochodzenia Łotysz, zapewniał w rozmowie z korespondentem jakiejś gazety zagranicznej, że przed zamachem na Uryckiego nie było w Petersburgu żadnych rozstrzeliwań, po zamachu zaś na Lenina rozstrzelano w Moskwie kilku carskich ministrów. Kłamał. Wprawdzie okres, który nazwano „dziką bakchanalją czerwonego terroru” rozpoczął się po obu zamachach i w związku z niemi, ale nie oznacza to, że go przedtem nie było. Gen. Dienikin, zająwszy gubernje południowe, mianował komisję do zbadania „na podstawie rosyjskiej Ustawy karnej” czynności bolszewików na południu w okresie obejmującym koło 1 1/2 roku (1918—1919). Komisja, do której zostali powołani prawnicy fachowi, a powszechnie szanowani, określiła liczbę ofiar cyfrą 1.700.000. Ze sprawozdań jej biorę przykład jeden: Taganrog.Taganrog zajęli bolszewicy 18 stycznia 1918 r., ale bronili się tam jeszcze junkrzy; 20-go kapitulowali, pod warunkiem, że ich wypuszczą z miasta. O sancta simplicitas! Odchodzących junkrów i oficerów wyłapywano i na miejscu zabijano, albo prowadzono do więzień, gdzie ich czekało to samo. Nie dość tego, wyciągano oficerów chorych ze szpitali i także zabijano, pastwiąc się nad trupami; ciężko rannego kapitana, zastępcę dyrektora szkoły podchorążych, bolszewickie siestryce (siostry miłosierdzia) podniosły i hojdały, dopóki nie rozbiły głowy jego o ścianę. Najstraszniejszym był los 50-ciu oficerów, których wrzucono do palącego się pieca w hucie szklanej, uprzednio związawszy im ręce i nogi.
Krwawy szał, który ogarnął bolszewików po obu wymienionych zamachach, objawił się między innemi w masowych obławach na zakładników; brano ich wszędzie, z ulicy, z domu, bez cienia winy, tylko na podstawie zewnętrznego wyglądu i osadzano w więzieniach; brano ich nie tylko w obu stolicach, ale we wszystkich miastach i miasteczkach Rosji. Jeśli obława w Niżnim Nowgorodzie dała 700 sztuk ludzkiej zwierzyny, to ilu było nieszczęśliwców tych w Petersburgu lub w Moskwie! Polującemu na „burżujów” motłochowi dopomagały władze, układając spisy podejrzanych; chwytano ich, jeśli zaś zdołali się zawczasu ukryć, to, jako „zakładnice”, szły ich żony lub siostry. Każdego zakładnika można było uważać za skazanego z góry na śmierć zgodnie z ogłoszoną przez władze i przez gazety bolszewickie zasadą, że na każdy „kontrrewolucyjny występ” odpowiadać należy tysiącem burżujskich głów. Protestował przeciw temu w liście do Lenina jeden z patryarchów rewolucji, kniaź Kropotkin; wyobrażamy sobie, jak ubawić musiała Lenina naiwność staruszka, nie orjentującego się na drogach wielkiej rewolucji. — W rok potem,we wrześniu, eksplodowały w klubie bolszewickim w Moskwie podrzucone bomby. Było kilku zabitych i rannych. Po wybuchu wpada do głównej Cze-ka blady, wzruszony Dzierżyński i wydaje rozkaz natychmiastowego rozstrzelania, według spisów,wszystkich przedstawicieli starego reżymu, wszystkich hrabiów i książąt we wszystkich więzieniach i obozach koncentracyjnych Moskwy.”
Zaręczam Wam, że to wszystko jest zaledwie czubkiem góry lodowej. W cytowanym fragmencie Zdziechowski nie podaje narodowości tych „burżujów”, którzy byli wyłapywani i mordowani. Większość z nich stanowili Rosjanie (w końcu to była jeszcze do niedawna Rosja), ale łapano wszystkich, którzy byli znani miejscowym rewolucjonistom z tego, że posiadali jakikolwiek sklep czy zakład usługowy, lub byli zatrudnieni na posadach wymagających pracy umysłowej. Zatem do likwidacji trafiali też i Żydzi. Żydom z CzeKa nie sprawiało różnicy, czy dopadli Rosjanina, Polaka, Łotysza, czy Żyda. Ważne były dwie sprawy: rewolucyjna gorliwość i fanty, które można było wynieść z burżujskiego domostwa.
Putin o takich sprawach doskonale wie, jednak jego wypowiedziami kieruje interes polityczny. Sprawa przesiedlenia Żydów europejskich była szeroko komentowana nie tylko w europejskiej prasie, także tej wydawanej przez Żydów, ale także na europejskich ulicach. To znamienne, że człowiek żyjący w międzywojniu, aby się czegoś dowiedzieć musiał sięgnąć po książkę czy gazetę. Nie miał w kieszeni telefonu z dostępem do sieci a mimo to lepiej orientował się w świecie niż otumanieni powszechnością informacji ludzie nam współcześni. Ówczesna szkoła, mimo narzekań na jej poziom (wtedy też kruszono kopie o upadku szkolnictwa), dawała uczniom solidniejszą wiedzę niż obecna. Propaganda musiała się bardziej wysilić niż ta, która ogłupia obecnie. Ludzie w średnim wieku i seniorzy gdy usłyszą taki stek łgarstw, półprawd i faktów serwowanych przez polityka zorientują się, że ktoś próbuje ich zrobić na szaro. Problem przedstawia młodzież, której się obecnie wtłacza do głów to o wyjątkowości ofiary poniesionej przez Żydów podczas ostatniej wojny światowej. Oni, z małymi wyjątkami, przyjmą wszystko. Wystarczy tylko cierpliwie powtarzać: Polacy to antysemici... Może nie wszyscy, ale antysemici. Sowieci wcale nie napadli na Polskę 17 września 1939 roku. Nie mogli napaść na Polskę, bo Wilno, Grodno, Lwów leżały na terytorium Białorusi. Mało tego. Sowieci nie mogli zająć Kresów bo wojna zaczęła się dopiero w 1941 roku... Zerknijcie na mapę, która pojawiła się w filmie wyświetlanym podczas Światowego Forum Holokaustu w Jerozolimie zorganizowanej w Yad Vashem w Jerozolimie. Jeszcze kilkanaście lat i okaże się, że Gułag był wymysłem Sołżenicyna... Ale czym się przejmować? Jest pięknie!

0 komentarze:

Prześlij komentarz